V Olszak Półmaraton

Mówią, że Wielkopolska i Poznań są „płaskie” … ale to nieprawda ;-). Jeśli chcecie się sami o tym przekonać zapraszamy za rok do Poznania na Olszak Półmaraton. W tym roku, z naszego klubu, wybrali się tam Asia, Ania, Wojtek i Waldek. Biuro zawodów znajdowało się w Restauracji Zielony Zakątek, a cały bieg miał miejsce w lesie „Olszak” w Poznaniu. Biuro zawodów działało bardzo sprawnie i Ania, Wojtek i Waldek nie mięli problemu z zapisem na bieg. Do wyboru były trzy dystanse:  bieg główny – półmaraton, dystans towarzyszący – 14 km oraz dystans dla uczestników Nordic Walking – 7 km. Wszyscy klubowicz wybrali najdłuższy dystans tj. ok. 21,1 km. Trasa biegu to, w zależności od dystansu, od jednej do trzech pętli. Każda pętla miała długość 7 km, i przebiegała po nawierzchni mieszanej tj. asfalcie oraz leśnych ścieżkach. W Restauracji, na start, czekała duża część zawodników. Część z nich to znajomi z innych biegów, część z nich (można było to zauważyć po „kominach”) brała udział w 3. Rogozińskim Półmaratonie Przemysła II ;-). Z uwagi na kameralność imprezy nasi klubowicze nie mięli problemu, żeby wykonać wspólne foto. O godz. 11 nastąpił wspólny start. Wojtkowi niestraszna była trasa z licznymi podbiegami i zbiegami i pobiegł spokojnie „na pudło” zajmując II miejsce w kategorii OPEN. Ania i Waldek, którzy dzień wcześniej biegli półmaraton w pobliskim Biedrusku, biegli rekreacyjnie. Ania pierwsze kółko zrobiła najszybciej, kolejne wolniej i ostatnie najwolniej … tak dla treningu. Waldek, który miał lekkie problemy zdrowotne, pobiegł podobnie z tym, że po 2 pętli dogonił Anię i w jednakowym czasie ukończyli bieg. Asia, dla której był to pierwszy półmaraton na trasie przełajowej i „po górkach”, przebiegła w dobrym czasie. Na koniec jednak stwierdziła, że to nie dla niej. Jedak jak wiemy jest już zapisana na półmaraton w Biedrusku – a tam też jest ciekawie ;-). Pogoda na biegu dobra … zaczęło padać jak już wszyscy ukończyli bieg. Na trasie punkty odżywcze co 7 km a na nich woda, banany oraz cukier. Po biegu każdy otrzymał pamiątkowy medal, ciepłą kiełbasę oraz pyszną herbatę. Odbyła się również dekoracja na której, z uwagi na zajęte przez Wojtka miejsce, obowiązkowo zostaliśmy. Atmosfera na biegu bardzo rodzinna. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą doświadczyć jak się biega po Poznaniu za rok.

wyniki:
Wojciech Grabiński 01:30:02 II msc. kat. OPEN
Waldemar Grabiński 02:18:49
Anna Niespodziana 02:18:49
Joanna Witkowska 02:39:26

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Silesia Run – Niepodległościowa Dziesiątka

W drodze powrotnej z Zakopanego Waldek i Ania postanowili pobiec jeszcze jeden bieg niepodległościowy … tym razem w Jastrzębiu Zdroju. Biuro zawodów znajdował się w Zespole Szkół na 2. Obsługa w biurze zawodów błyskawiczna. Z biura zawodów na strat kilkanaście metrów. Bieg odbywała się na dystansie 10 kilometrów a trasa posiadała atest PZLA. Oprócz biegu na 10 kilometrów odbyły się również: biegi dla przedszkolaków na dystansach od 50 do 100m, Bieg Po Zdrowie i Marsz Nordic Walking na dystansach 2,5 km. Trasa biegu to cztery pętle, każda po 2,5 km. Ania i Waldek pobiegli bez żadnych czasowych założeń. Pobiegli i okazało się, że na każdej z pętli znajduje się dosyć konkretna górka na która trzeba wbiec ;-). Lekko nie było ale dali radę. Podczas biegu zostali oni dublowani przez innych zawodników. Gdy oni znajdowali się na trzeciej pętli inni kończyli już bieg. Podczas biegu liczny i głośny doping spowodowany m. in. przez ładną pogodę. Na mecie każdy z zawodników otrzymał pamiątkowy medal, wodę, ciepły posiłek oraz kawę lub herbatę.

wyniki:
Anna Niespodziana 00:52:56
Waldemar Grabiński 00:52:56

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

VI Bieg Niepodległości Czerwonak

bieg niepodległościŚwięto Niepodległości można czcić na różny sposób, także na biegowo, o czym świadczy udział naszych klubowiczów w biegach Niepodległości. W jednym z takich biegów wzięła udział Asia – VI Bieg Niepodległości w Czerwonaku. Start i metę zlokaliozowano przy kompleksie „Orlik 2012” w Czerwonaku. Do południa odbywały się biegi dziecięce, a o 13.30 bieg na 5 km oraz bieg główny na 10 km. Przełajowa trasa prowadziła na granicy Czerwonaka, Kicina i Koziegłów. Na mecie każdy zawodnik otrzymał pamiątkowy medal, oczywiście w barwach biało-czerwonych.

Wyniki:
Joanna Witkowska 00:59:56

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

IV Zakopiański Bieg Niepodległości

Pobiegnij tam, gdzie Wolność przyszła najwcześniej … Pobiegnij w Zakopanem … Tak też postanowili uczcić 11 listopada – 99 Rocznicę Odzyskania Niepodległości – Waldek i Ania. Zapisali się, pojechali i pobiegli ;-). Biuro zawodów znajdowało się w Zespole Szkół Ogólnokształcących im. Oswalda Balzera. W pakiecie znajdowała się okolicznościowa koszulka, w której to obowiązkowo należało startować. Start i meta znajdowały się przed Urzędem Miasta Zakopane. Przed biegiem na 5 i 10 kilometrów odbył się bieg integracyjny na dystansie 400 m. Oczywiście przed startem odśpiewanie hymnu i godz. 10 start biegów na 5 i 10 kilometrów a kilka minut później start Nordic Walking na 5 kilometrów. Trasy biegów i chodziarzy pokrywały się. Trasy na 5 kilometrów to jedna pętla ulicami miasta a na 10 kilometrów dwie pętle. Trasa  ( jedna pętla) przebiegała ulicami: Kościuszki, Aleja 3 Maja, Krupówki, Zamoyskiego, Makuszyńskiego, Piłsudskiego, Sabały, Zamoyskiego, Witkiewicza, Sienkiewicza i ponownie na ul. Kościuszki. Rano pogoda zapowiadała się wspaniała: świeciło słońce i był piękny widok na Tatry. Po odebraniu pakietów startowych i wypiciu herbaty Ania z Waldkiem poszli w okolice startu. Tam spotkali znajomych, którzy również brali udział w biegach. Na krótko przed startem zaczął padać śnieg. Zrobiło się nieciekawie. Waldek z Anią i Marcinem wystartowali razem. Podczas pierwszego podbiegu (nie zapomnijmy, że to Zakopane i góry, tam nigdzie nie jest płasko ;-) ), Waldek zaczął mieć problemy z nogami w związku z czym postanowił zwolnić i odłączył się od grupy. Podczas podbiegów zwalniali a podczas zbiegów przyśpieszali na ile było to możliwe … ciężko jest szybko zbiegać gdy prószy śnieg a wiatr wieje w oczy tak, że nic nie widać. Ania razem z Marciem przebiegła pierwszą piątkę. Na koniec pierwszej pętli, przed Urzędem Miasta, Marcin pobiegł przez bramę i mate pomiarową po prawej stronie ulicy – na metę, a Ania, która biegła kolejne kółko przez bramę i matę po lewej stronie. Na drugiej pętli przestał padać śnieg i ponownie wyszło słońce. Pojawiły się również Tatry. Trasa biegu z trzema długimi podbiegami, które skutecznie wysysały siły biegowe z zawodników ;-). Po przybiegnięciu na metę zawodnicy otrzymali pamiątkowy medal, rogala , kawę i herbatę. Zakończenie zawodów odbyło się w kinie „Sokół”. Piękne zawody i pierwszy bieg w padającym śniegu.

wyniki:
Anna Niespodziana 00:50:41
Waldemar Grabiński 00:54:37

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

AmberExpo Półmaraton Gdańsk

Na półmaraton do Gdańska wybrali się Ania z Waldkiem. Aby tam móc pobiec musieli sobie załatwić odbiór pakietów w dniu imprezy – biuro zawodów było czynne tylko w sobotę 4 listopada. Tego dnia nie mogli oni odebrać pakietów ponieważ startowali w 3. Rogozińskim Półmaratonie Przemysła II w Rogoźnie ;-). Organizator umożliwił im odbiór pakietów w dniu imprezy. Biuro zawodów, expo oraz cała strefa dla zawodników znajdowały się w Hali AMBEREXPO, niedaleko stadionu. Start biegu, wyjątkowo jak na półmaraton, był zaplanowany na godz. 9:00. Równocześnie z półmaratonem odbywał się bieg na 5 kilometrów. Dzień wcześniej odbyły się biegi dziecięce na dystansach: 200, 500 i 1000 metrów. Pięć minut przed startem startowali zawodnicy na wózkach. Bieg na 5 kilometrów i półmaraton startowały o tej samej godzinie z tą tylko różnicą, że zawodnicy biegnący na 5 km przebiegali przez bramę znajdującą się po lewej stronie a zawodnicy biegnący na „połówkę” przez bramę po prawej stronie. Limit czasu na dystansie półmaratonu był ustalony na 3 godziny 30 minut. Trasa biegu przebiegała następującymi ulicami: start na ul. Żaglowej, następnie ulicami Marynarki Polskiej, Jana z Kolna, Wałami Piastowskimi (gdzie była niewielka górka do pokonania), Aleją Zwycięstwa, Aleją Grunwaldzką, Pomorską, Chłopską, Obrońców Wybrzeża, Czarny Dwór, Droga Zielona (skąd było już widać stadion za którym była meta – był to ok. 18 km), Marynarki Polskiej i meta na ul. Żaglowej. Ania z Waldkiem, po przebiegniętym dzień wcześniej półmaratonie, nie planowali zrobić żadnego konkretnego wyniku. Chodziło o dobrą zabawę podczas biegu … i tak też było. Co prawda początki były trudne, tj. spacery i truchcik, ale potem było już lepiej ;-). Podczas biegu założenia się zmieniały … najpierw było dobiec, później bieg na „średnie tempo” a na końcu ukończyć przed 2 godzinami. Na trasie cztery punkty odżywcze: na 5, 10, 15 i 20 kilometrze. A na nich woda, banany i izotonic. Biegaczom podczas biegu przyświecało słońce. Podczas biegu Ania z Waldkiem mięli większe lub mniejsze kryzysy jednak zawsze udawało się je pokonać. Część trasy biegli co chwila mijając się z dwójką innych biegaczy. Dzięki temu zawsze można było „oderwać się” od biegania, porozmawiać i pożartować. Na mecie wszyscy razem się spotkali. Ok 15 kilometra Waldek i Ania minęli pacemakera na 2 godziny. Wiedzieli, że jeśli uda im się utrzymać tempo to zmieszczą się w ostatnim z założeń tj. dobiec przed dwoma godzinami. Przez ostatnie kilka kilometrów nie było lekko. Na horyzoncie pojawił się stadion w okolicach którego była meta. Jednak, jak się okazało było do niego jeszcze trochę kilometrów. Ok półtora kilometra przed metą trzeba było pokonać jeszcze jedną górkę, a konkretnie wiadukt. Potem było już z górki, jeszcze trochę płaskiego i meta. Meta, która znajdowała się w środku hali AMBEREXPO. Po przebiegnięciu mety: medale, woda i przejście do strefy dla zawodników. Tam można było skorzystać z masaży, poleżeć na leżakach, napić się Red Bulla lub izotonica oraz zjeść placek. Po biegu odbyła się dekoracja zwycięzców.

wyniki:
Anna Niespodziana 01:57:27
Waldemar Grabiński 01:57:27

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

3. Rogoziński Półmaraton Przemysła II

3. Rogoziński Półmaraton Przemysła II zawsze w pierwszą listopadową sobotę, tym razem 4 listopada. Organizowany przez Gminę Rogoźno i Rogoziński Klub Biegacza ;-) W tym roku przy pięknej słonecznej pogodzie. Bieg główny poprzedzały Biegi dziecięce i młodzieżowe. Rankiem na Stadionie wystartowało 266 młodych biegaczy którzy rywalizowali w 4 kategoriach: Klasy I-III szkoły podstawowej – 400m, klasy IV- VI szkoły podstawowej – 800m, klasy VII szkoły podstawowej i Gimnazjum – 1000m i uczniowie szkół średnich – 1500m. Gratulujemy i mamy nadzieję, że już w niedługim czasie będziecie biegać w koszulkach Rogozińskiego Klubu Biegacza na zawodach dla dorosłych. Czekamy i już dziś zapraszamy :)Dokładnie o godzinie 12 wystartował półmaraton. 426 zawodników na trasie w tym aż! 55 z naszej gminy, wesoło, kolorowo, z uśmiechem. Na dystans, który dla jednych jest tylko półmaratonem a dla innych wielkim wyzwaniem. 7km asfalt, zakręt w lewo i … las, buczynowy las i piękne jesienne barwy. Na tym odcinku można zapomnieć o zmęczeniu. Mija następne 7km i trasa wraca na asfalt, jeszcze chwila w lesie a dalej „ostatnia” prosta, też 7km i upragniona meta. Na niej tradycyjnie sam Król zawiesza medale. Klimat biegu utrzymany z poprzednich lat, jednak w słonecznej pogodzie jeszcze lepszy. Trudno opisywać „nasz” półmaraton, ale nie ulega wątpliwości, że odbywa się wśród wielu znajomych biegaczy a to Oni tworzą ten klimat. Zostaje nam zaprosić Was drodzy biegacze na kolejną edycję i podziękować, że byliście i wyjechaliście z Rogoźna z zadowoleniem i uśmiechem.

wyniki
Ignasiak Piotr 01:26:10
Adrian Czarnecki 01:42:41
Anna Niespodziana 01:49:17
Wojciech Grabiński 01:49:28
Waldemar Grabiński 01:56:23
Waldemar Wasila 01:58:43
Łukasz Bartoszek 01:59:52
Mateusz Banach 02:00:26
Ilona Kaźmierczak 02:00:27
Joanna Witkowska 02:02:53
Andrzej Nowak 02:05:54
Marcin Jasiński 02:06:03
Maciej Kutka 02:08:34
Henryk Malinowski 02:17:09
Roksana Mazur 02:22:02
Franciszek Kępka 02:28:48
Daniel Biniek 02:31:08

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Silver Run

Silver Run to cykl biegów górskich w ramach których odbyły się biegi: 1 kwietnia w Bardzie, na dystansach 5, 12 i 21 km, 22 kwietnia i 28 października w Srebrnej Górze na dystansach 12, 21 i 42 km. Dwa ostatnie biegi, które odbyły się w różnych terminach ale w tym samym miejscu, przebiegały tymi samymi trasami tylko, że jeden w scenerii wiosennej a drugi jesiennej. Na tą drugą opcję – jesienną – bieg w Górach Sowich i Bardzkich – wybrali się Ania i Waldek. Postanowili oni pobiec bieg na dystansie ok. 42 km  z deniwelacją +1481 / -1483. Biuro zawodów, start, meta, depozyt itp. zlokalizowane były w Twierdzy Srebrna Góra. W pakiecie można było znaleźć m. in. wejściówkę i kupony zniżkowe do Twierdzy Srebrna Góra oraz do Kopalni Złoty Stok. Trasy wszystkich dystansów pokrywały się, ale nie można mówić o tłoku na trasie. Każdy z dystansów startował o innej godzinie, i tak: 42 km o 9.00 ( z lekkim poślizgiem 15 po), o godz. 12 – 21 km, a o godz. 12:20 – 12 km. Odbyły się również biegi dla dzieci na dystansie 250 m. Bieg bardzo kameralny. Na trasie maratonu pojawiło się 41 zawodników, półmaratonu 78 a na trasie 12 km 57 zawodników. Trasa biegu na dystansie maratonu, jako jedyna, przebiegała po terenie Parku Krajobrazowego Gór Sowich. Przebiegała ona z Twierdzy Srebrna Góra ( i jako jedna z nielicznych była najpierw z górki ;-) ) przez Przełęcz Srebrną  szlakiem niebieskim przez Rozdroże i Przełęcz Pod Gołębią, Przełęcz Pod Szeroką aż do Przełęczy Woliborskiej, gdzie zaczynał się obszar Parku. Tutaj trasa biegu zmieniała się ze szlaku niebieskiego na czerwony i dalej prowadziła przez Bielawską Polankę. Tam ponownie zmiana koloru trasy z czerwonego na niebieski i nim aż do Rozwidlania nad schroniskiem. Tam trasa biegu zawracała i czerwonym szlakiem przez Zimną Polankę, Kalenice (964 m n.p.m., która była najwyższym punktem na trasie), ponownie Bielawską Polankę, Przełęcz Woliborską, Przełęcz Pod Szeroką, Przełęcz i Rozdroże Pod Gołębią, Fort Rogowy aż do Twierdzy. Trasa biegu rewelacyjna i zróżnicowana. Czasem biegło się leśnymi ścieżkami, po czerwonym dywanie z liści a czasami szutrówką, czasami wśród korzeni a czasami wśród kamieni. Widoki, pomimo braku słońca i czasami dość intensywny deszcz, na jesienny Park Krajobrazowy magiczne. W słońcu na pewno widoki byłyby również rewelacyjne ale … chmury przechodzące pomiędzy drzewami, drzewa, częściowo już bez liści, czerwone kobierce z liści pod drzewami, wszystko to dodawało uroku i magii, które towarzyszyły temu biegowi. Na trasie można było spotkać nielicznych turystów, którzy pomimo nie zachęcającej pogody wybrali się w góry. Na punktach odżywczych można było zjeść banany, orzeszki, rodzynki i napić się wody. Po wbiegnięciu na metę i obowiązkowej fotce można było skorzystać z posiłku, i tutaj do wyboru kiełbasa albo frytki, oraz napić się ciepłej herbaty. W oczekiwaniu na ceremonię wręczania pucharów i losowania nagród można było ogrzać się w budynku Twierdzy. Każdego, kto ma ochotę podziwiać uroki jesieni w Górach Sowich, zapraszamy na ten bieg za rok. Na pewno będzie zachwycony. Bieg odbył się przy rozpoczynającym się orkanie „Grzegorz”. Podczas biegu byliśmy osłonięci ale w górnych partiach już porządnie wiało, na mecie już było gorzej a organizatorzy walczyli o utrzymanie strefy w całości.

wyniki:
Anna Niespodziana 05:19:26
Waldemar Grabiński 05:19:26

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Czwartkowy trening

Pomimo ostatnich dni października, dzisiaj, pogoda zachęcała do biegania. Było dosyć ciepło i nie padał deszcz. No więc pobiegliśmy. Trasa krótka bo tylko 5 km po mieście. Tempo spacerowe. Czas przygotowań do 3 Rogozińskiego Półmaratonu Przemysła powoli dobiega końca. Jeszcze tylko tydzień. Zapraszamy wszystkich chętnych do biegania w każdy czwartek o godz. 18 start spod Orlika.

Opublikowano Treningi | Skomentuj

II Półmaraton Wągrowiec Skoki

22 października liczna grupa naszych klubowiczów wzięła udział w półmaratonie, który odbywał się po sąsiedzku w Skokach. Była to druga edycja tego biegu. Pakiety można było odebrać w sobotę, lub bezpośrednio przed biegiem w niedziele w Zespole Szkół w Skokach. Start biegu znajdował się na rynku w Wągrowcu a meta na rynku w Skokach. Ze Skoków można było się dostać na start podstawionymi autokarami z czego większość biegaczy skorzystała. Startowały one spod biura zawodów ok. godz. 11:45. Po dojechaniu na start do Wągrowca jeden z nich został „przekształcony” w depozyt. Można było zostawić tam rzeczy, które zabrało się z sobą na start … a trochę tego było bo zimno i padał deszcz. Większość biegaczy zwlekała do ostatniej chwili żeby oddać depozyt. Przed biegiem przeprowadzono rozgrzewkę, która rozgrzała biegaczy. Start honorowy nastąpił z Rynku do ul. Skockiej. Do „właściwego” startu było ok. 800 m. Tam nastąpił start „ostry”. Trasa przebiegała przez Długą Wieś, Przysieczyn. Lechlinek, Lechlin, Grzybowice, Grzybowo, Rościnno aż na rynek w Skokach. W większości przebiegała ona asfaltem. Odcinek ok. 2 kilometrów przebiegał droga ubitą, na której były liczne kałuże i błoto. Na trasie znajdowały się 3 punkty z woda oraz jeden z bananami. Nasi klubowicze, prawie w komplecie, spotkali się przed startem i wykonali wspólne zdjęcie.  Wszyscy oni dobiegli w założonych czasach do mety. Ania przez większość trasy, tak jak rok wcześniej, przebiegła z Mateuszem. Na mecie był on przed nią 7 s . Waldek biegł z częściowo z kolegą Robertem, który był pacemakerem na 2 h. Później jednak przyśpieszył i wbiegł na metę niecałe 3 minuty po Ani i Mateuszu. Kasia przez cała trasę biegła z Łukaszem i z równymi czasami wbiegli oni na metę. Bartek, który biegł z „balonikiem” na 2 h przybiegł krótko po tym czasie. Heniu wystartował trochę za szybko ale przybiegł w założonym czasie. Na mecie zawodnicy otrzymali medale, wodę oraz pyszne drożdżówki. Tam tez można było odebrać „autobusowy” depozyt ;-). Aby posilić się ciepłym ryżem z sosem oraz skorzystać z herbaty i kawy należało udać się na ul. Rogozińską do szkoły, w której zlokalizowane było biuro zawodów. Tam na sali odbyła się również dekoracja i losowanie nagród. Oprócz kategorii open i wiekowych, mieszkańców Miasta i Gminy Skoki oraz mieszkańców Wągrowca, prowadzona była również klasyfikacja: drużynowa i najliczniejsza drużyna – w obu tych kategoriach zajęliśmy 7 miejsce.

wyniki:
Mateusz Banach 01:51:40
Anna Niespodziana 01:51:47
Waldemar Grabiński 01:54:23
Łukasz  Bartoszek 01:57:28
Katarzyna Bartoszek 01:57:28
Bartłomiej Maciejewski 02:06:45
Henryk Malinowski 02:22:41

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Łemkowyna Ultra Trail

Łemkowyna Ultra Trail 150 km bieg po Beskidzie Sądeckim, Beskidzie Niskim i Bieszczadach, to kolejny z biegów, do których już rok wcześniej próbowali podejść Waldek i Ania. Jak się okazało: nie ma tego złego … ;-). W tym roku odbyła się czwarta edycja tego biegu. A właściwie biegów, bo oprócz dystansu 150 km, odbyły się również biegi na dystansach: 30, 48, 70 i 80 km. Trasy wszystkich dystansów wytyczone zostały Głównym Szlakiem Beskidzkim i częściowo się pokrywały. I tak: trasa 150 km prowadziła od Krynicy Zdroju do Komańczy, 80 km z Krynicy Zdroju do Chyrowej, 70 km z Chyrowej do Komańczy, 48 km od Iwonicza Zdroju do Komańczy i 30 km od Puław Górnych do Komańczy. Każdy z dystansów startował o innej godzinie i miał inny limit czasowy. Trasa 150 km z przewyższeniem +5860m/-5970m miała limit 35 godzin, trasa 80 km z przewyższeniem +3350m/-3450m miała limit 16 godzin 30 minut, trasa 70 km z przewyższeniem +2520m/-2520m miała limit 13 godzin, trasa 48 km z przewyższeniem +1400m/-1310m miała limit 8 godzin a trasa 30 km z przewyższeniem +740m/-735m limit 5 godzin. Biuro zawodów znajdowało się w Hali Lodowej w Krynicy Zdroju. Biuro zawodów niby pracowało sprawnie ale jednak swoje trzeba było odstać. Spowodowane było to m. in. sprawdzaniem wyposażenia obowiązkowego, które na biegach górskich jest wymagane. Na tym biegu, na dystansie 150 km należało się wyposażyć w: plecak, pojemnik na wodę lub bidon (min. 120 ml), latarkę czołową z naładowanymi bateriami, zapasową latarkę, folie NRC, gwizdek, bandaż elastyczny, opatrunek jałowy, dowód osobisty, gotówkę – min. 50 zł., naładowany telefon komórkowy, rękawiczki, buffa lub chustę, mapę trasy, długie spodnie, bluzę z długim rękawem, kurtkę przeciwdeszczową z kapturem, tylne oświetlenie w kolorze czerwonym, buty odpowiednie do biegów górskich i oczywiście numer startowy z chipem. Wyposażenie to należało mieć przy sobie podczas całego biegu. Za brak któregokolwiek z elementów wyposażenia obowiązkowego groziła dyskwalifikacja. Lampkę w kolorze czerwonym trzeba było mieć włączoną od zmierzchu do świtu i umieszczoną w widocznym miejscu z tyłu ciała lub na plecaku. Start biegu nastąpił o godz. 00:00 w nocy z piątku na sobotę z Deptaku przy Pijalni Głównej w Krynicy Zdroju. Aby dostać się na strefę startu należało okazać dowód osobisty i odhaczyć się na liście startowej. Na starcie Ania z Waldkiem spotkali znajomych z innych biegów. Trochę przed biegiem porozmawiali i nadeszła godzina startu. Pogoda optymalna ciepło i, co najważniejsze, bez deszczu. A było to dosyć istotne, ponieważ pomimo braku deszczu duża część trasy przebiegała przez drogi pełna wody i błota. Padający deszcz na pewno pogorszył by warunki na trasie i „podkopał” morale biegaczy ;-). Na trasie znajdowało się 7 punktów odżywczych. Można było na nich uzupełnić płyny (woda, izotonic, cola, kawa, herbata), zjeść co nieco ( owoce, ciastka, zupa, pieczone ziemniaki, bułki) i nie tylko (na 2 punktach można było skorzystać z łóżek polowych i się przespać). Na jednym z punktów, na 80,9 km w Chyrowej, był przepak. Można było tam zmienić ubranie, obuwie i skorzystać ze wszystkiego, co zapakowało się do swojego przepaku. Później został on przetransportowany na metę, gdzie należało go odebrać. No więc nastąpił start. Dla Ani i Waldka bieg ten, to próba zmierzenia się z najdłuższym, jak do tej pory, dystansem. Ich założeniem było ukończyć go w 30 godzin. Od samego startu bieg, pod niewielką, ale jednak górkę. Przez miasto po asfalcie, aż do odbicia szlaku w leśną dróżkę, gdzie zwiększa się kąt i większość biegaczy przestaje biec i zaczyna się wspinaczka pod górę. Na płaskich odcinkach i z górki biegacze biegną. I tak na zmianę praktycznie przez cały bieg. Taką taktykę mają Ania i Waldek. Pierwsza górka to Huzary po której następuje zbieg i na nim nasi klubowicze wyprzedzają dosyć sporą liczbę osób. Potem górki Mizerne, Hirki. Jest to początek biegu więc biegacze biegną jeszcze w miarę „skupieni” jeden za drugim. Widać to bardzo fajnie na podejściach, gdy widoczne są tylko czerwone lampki zamocowane na plecakach. Można również podczas podchodzenia odwrócić się i zobaczyć liczne światełka poruszające się jedno za drugim – to czołówki, którymi biegacze oświetlają sobie drogę. Widok niezapomniany i spotykany tylko na takich biegach. Ania z Waldkiem dobiegają do miejscowości Hańczowa, gdzie jest pierwszy punkt odżywczy. Tutaj szybkie uzupełnienie zapasów i dalej w drogę. Krótki zbieg i kolejna wspinaczka. Tym razem z 500 na 850 m. Nie jest lekko. Biegacze powoli wspinają się jeden za drugim na szczyt. Zbieg i kolejne podejście – na Rotunde – 777 m (tu czołówkami oświetliliśmy unikalny cmentarz wojenny nr 51 z I wojny światowej, który znajduje się właśnie na szczycie). Znowu zbieg. Później Popowe Wierchy, jeszcze jeden szczyt, trochę po płaskim (tu zaczyna już świtać) , zbieg i kolejny punkt odżywczy Wołowiec (43,6km). Tutaj Waldek z Anią posilają się ciepła zupą i spotykają kolegę, który zakończył już bieg – kontuzja uniemożliwia mu kontynuowanie biegu. Na tym punkcie sam Marcin Świerc, mistrz Polski w biegach górskich, był wolontariuszem i podawał zupę oraz ciepłe napoje. W dzień całkiem inaczej się biegnie. Można podziwiać widoki. A jest na co patrzeć. Lasy w jesiennych barwach są magiczne. Ania z Waldkiem pokonują kolejne kilometry. Zaczyna się błoto. Właściwą trasa nie idzie przejść. Biegacze, w tym Ania i Waldek, próbują obejść ten odcinek bokiem. Nie była to chyba najlepsza decyzja, gdyż trafiają na bagno. Jeden z biegaczy utknął i Waldek pomagał mu uwolnić się z objęć błotnistej mazi. Bagno uniemożliwia im powrót na właściwą ścieżkę i przez jakiś czas idą przez bagno. Cały czas próbują wrócić na szlak. Po jakimś czasie, po przedzieraniu się przez chaszcze, knieje i bagno powracają na trasę biegu. Ufff. Było nieciekawie. Na odcinku tym, Ani i Waldkowi, znacznie spadło tempo biegu. No cóż, zdarza się. Buty są już od jakiegoś czasu mokre. Dobrze, ze niedługo Chyrowa i przepak (80,9 km). Tam posilają się owocami, ciastkami, herbatą, kawą, uzupełniają zapasy na drogę. Tu kolejny raz zjawia się kolega Marcin i służy wszelką pomocą. Ania korzysta z przepaku i przebiera się w suche rzeczy i ruszają dalej. Ciężko się ruszyć po postoju, jak wszystkie mięśnie zdążyły już ostygnąć. Po krótkim zbiegu i kilku strumykach zaczyna się kolejne podejście. Podczas podejść Waldek zaczyna odczuwać mięśnie. Na szczęście jeszcze jest jasno i można w międzyczasie podziwiać widoki a także … zauważyć kwitnące na polu krokusy!!! O tej porze roku to rzadkość. I tak powoli krok za krokiem pokonują oni kolejno Kamienną Górę, Cergową aż docierają do Iwonicza Zdroju. W samej miejscowości, na łące, zauważają sarenkę, która się pożywia i nie zwraca na nich specjalnej uwagi. Krótki postój w Iwoniczu – uzupełnienie zapasów i dalej w drogę. Zaczyna się robić ciemno i znowu włączają czerwone światełka z tyłu i czołówki z przodu. Z Iwonicza przez Suchą i Mogiłe do Rymanowa-Zdroju do Rudawki Rymanowskiej. Tam zaczyna się asfalt co, po pobieganiu na odcinkach błotnych, odciąża trochę nogi. Zaczyna się jednak górka i zmęczenie daje o sobie znać. Docierają do Puław Górnych. Znają już to miejsce- na początku roku jeździli tu na nartach. Są już 24 godziny na nogach. Ledwie dotarli na punkt już obsługa punktu prosiła żeby usiąść, pytała się co podać do jedzenia, co do picia, co uzupełnić. Wystarczyło usiąść a wszystko, co tylko można było, zostało dostarczone w bardzo szybkim czasie. Niestety, czas goni, jak chce się dotrzeć na metę w założonym czasie to trzeba się ruszyć. Niechętnie więc ruszają. Tym bardziej, że przed nimi kolejne górki Skibce, Smokowiska, Wilcze Budy i Tokarnia. Ania powoli zasypia ;-). Jest to ok. 130 km. Przed nimi widać światełko – doganiają biegacza. Chwilę rozmawiają i docierają do dodatkowego punktu kontrolnego. Jest tam ognisko, gdzie można się ogrzać a także zupa, kawa i herbata. Krótki postój i dalej w drogę. Jeszcze „tylko” 20 kilometrów i będzie można cieszyć się z ukończenia biegu. Teraz Przybyszów i ostatni już punkt odżywczy. Ania z Waldkiem nie zostają za długo i powoli ruszają dalej. Ania ma problem ze stopami więc ma problemy przy zbieganiu, Waldek przy podejściach … ciężko, ale jakoś to godzą i powoli przesuwają się naprzód. Na ostatnim odcinku zaczynają mijać ich inni biegacze, co jest dosyć irytujące. Jeszcze Spalona Góra, Wahalowski Wierch i dowiadują się, że jeszcze 10 km. Na Anię, wiadomość, że została taka odległość, nie wpłynęła za dobrze. Został właściwie zbieg, po którym nie mogła zbiegać, niekończący się odcinek błotnistej drogi, gdzie zaliczyła spektakularną glebę o  której wszyscy dookoła usłyszeli oraz asfalt prowadzący już do mety. Na odcinku błotnistym dogonili ich kolejni biegacze, od których Ania z Waldkiem uzyskali informację, że jeszcze jest szansa zdążyć w 30 godzin. Oni też z takim założeniem biegli. Trochę zapasu czasu było ale lepiej nie ryzykować. I trochę truchtem, trochę marszem dotarli do Komańczy. Tam długie 600 metrów asfaltu i upragniona meta ;-). Zdążyli. Zmieścili się w 30 godzinach. Na mecie otrzymali medal oraz bluzę finisher. Oprócz tego jedzonko, picie i można było skorzystać z łóżek polowych. Ciekawostką był też karcher do oczyszczenia obuwia z błota oraz bala w której można było się zrelaksować … więcej nie pamiętamy. Priorytetem było przebranie się w ciepłe ubranie i chwila odpoczynku. Później zainteresowani biegacze, chcący wrócić do Krynicy Zdroju, udali się do podstawionego autobusu. Gdy już wsiedli i autobus ruszył wszyscy posnęli. Dość zabawnie wyglądało też wysiadanie zawodników z autobusu, pokonanie 3 schodków z zastanymi mięśniami przypominało wycieczkę emerytów. Jeszcze w trakcie biegu stwierdziliśmy, że taki dystans nam już nie odpowiada, na mecie tak samo, jednak wiemy, że to nie ostatni bieg ultra a kto wie czy nie powalczymy jeszcze z dłuższym.

wyniki:
Anna Niespodziana 29:51:15
Waldemar Grabiński 29:51:15

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj