2 Maraton Szczeciński

2 PZU Maraton Szczeciński z tegorocznym hasłem „Podejmij Wyzwanie”. Ambasadorem tradycyjnie była Wanda Panfil. Na maraton dotarła dwójka naszych klubowiczów. Waldek który biegł już tą trasę w zeszłym roku i postanowił biegać w Szczecinie jak najdłużej … oraz Mateusz, debiutant w maratonie. Trasa Szczecińskiego Maratonu nie należy do najłatwiejszych i bardzo trudno na niej o dobry wynik. Tegoroczny zwycięzca Paweł Kosek uzyskał czas 2:40.19. Biegnie po obu stronach Odry, składa się z 3 wyraźnych części. Po starcie spod Azoty Arena (gdzie mieści się też meta i całe miasteczko maratońskie) wybiega się w stronę centrum. Ciekawa, atrakcyjna trasa, przebiega pod magistratem, mija Filharmonię Szczecińską, Bramę Królewską,  biegnie w kierunku Zamku Książąt Pomorskich dalej z widokiem na katedrę w kierunku ul. Gdańskiej. Ta część, pokazująca miasto, jest nachylona lekko w dół, napędza tempo. W okolicach 8 kilometra trasa przekracza Odrę i biegnie ul. Gdańską. Ta część jest już pofałdowana ze zdradliwymi długimi podbiegami na mosty i wiadukty i długimi zbiegami. Ten odcinek to 2x 10km ponieważ na 18km zawracamy i biegniemy drugą stroną drogi w kierunku miasta. Na 29km trasa skręca w Nabrzeże Wielickie,  z jednym z najładniejszych widoków w Szczecinie, widok na rzekę i Wały Chrobrego. Chwilę później wbiegamy na teren Szczecińskiego Parku Przemysłowego (byłej Stoczni Szczecińskiej). Biegniemy tutaj wybrukowaną drogą z widokami na wielkie stoczniowe suwnice. Widać też fragmenty remontowych statków.  Ze stoczni wracamy do miasta i tu największa niespodzianka dla tych, którzy tą trasa biegną pierwszy raz, 36 kilometr i ponad 2 kilometrowy mocny podbieg, który wykańcza wielu biegaczy … dalej trasa prowadzi drugą stroną miasta w kierunku mety. Ostatnie kilometry znów biegną w dół i pozwalają nabrać trochę oddechu.
Wracając do klubowiczów… spotkaliśmy się rano w biurze zawodów, godzinka wolnego i dokładnie o 9 wystartowaliśmy. Założenia? Mateusz, dobiec, Waldek zmienił je zaraz po starcie i postanowił „zmierzyć się” z życiówką. Postanowiliśmy, że biegniemy razem. Pierwszy odcinek poszedł nam z łatwością, trzymaliśmy się w okolicach pacemakera 3:30. Długa prosta, o którą Mateusz miał obawy też poszła dość gładko, wyprzedziliśmy zająca 3:30 i biegliśmy na czas 3:26. Podbieg zbieg, podbieg … wszystko zostaje w nogach. Zapomnieliśmy też, że tego dnia był dość uciążliwy wiatr, właśnie na tym odcinku wiał nam w plecy (maraton nie wybacza błędów) zaraz będziemy to 10km wracać. 18km, zwrotka i .. to samo pod wiatr, Waldek już wiedział, że będzie trudno utrzymać tempo, Mateusz jeszcze nieświadomy maratonu czuł się dobrze. W okolicy 25km Waldek postanowił zwolnić, Mateusz utrzymywał tempo. Dalej już „walczyliśmy” osobno. Waldek starał się jak najdalej uciec przed grupą na 3:30, ta wyprzedziła go w okolicy 29km. Do 33km miał ją jeszcze w zasięgu, jednak nie był w stanie utrzymać tempa 5:00. Do mety stracił jeszcze 9 min. Dobiegł z najlepszym czasem tego sezonu i 3 czasem w „karierze”. Mateusz jak sam stwierdził nie docenił „królewskiego dystansu” i odczuł wyraźną różnicę pomiędzy 30 a 40km biegu (ściana maratońska). Walczył, ale jego organizm i mięśnie nie dawały rady. Pojawiały się skurcze. Z problemami … a jednak wygrał, na ostatnim odcinku odmówił pomocy i sam dotarł na metę! Gratulacje! Mateusz został maratończykiem!

statystyka: dystans: 42.195km, dystans podbiegów: 6.3km, dystans po płaskim: 28:6km, dystans zbiegów: 7.3km, najwyżej 52m, najniżej -3m

wyniki:
Waldemar Grabiński 03:39:05
Mateusz Banach 03:53:20

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz