366 maratonów w 366 dni …

… to szalony projekt prowadzony od 15 sierpnia 2014r. czyli od święta Matki Boskiej Zielnej. Data nieprzypadkowa, wybrana przez rolnika z Witunii Ryszarda Kałaczyńskiego. Uczestnik Spartatlonu, bohater biegu z Sopotu do Zakopanego w 7 dni wymyślił sobie kolejny cel: maraton dzień w dzień. Rekord Guinessa już pobił, ale Ryszard ambitnie dąży do 366 maratonu z rzędu. Nie ważne czy świeci słońce, pada deszcz, grad czy może porywiście wieje… Nie ważne czy ciepło, zimno, wilgotno, punktualnie o 17 (zimą o 13) startuje z grupą towarzyszących ludzi. I w ten weekend towarzyszyć postanowili mu Waldek i Wojtek. Ryszard jest bardzo popularnym człowiekiem w swoich okolicach i już z Więcborka nie ma problemu by trafić do Witunii. A Witunia to wioska w której mieszka pan Rysiu. W centrum wioski znajduje się biuro zawodów czyli mały budyneczek w którym można się zapisać, liczone są okrążenia a także można napić się specjału z Witunii czyli wody z miodem. Pierwsze co powiedział nam Rysiu to żeby pić tą wodę bo to najlepiej przyswajalne cukry. Na przeciw biura znajduje się dom pana Ryszarda, oklejony banerem „meta maratonu”. Do biura łatwo trafić, ale gdyby ktoś nie trafił to każdy w Witunii wskaże drogę. Ryszard jest tu prawdziwym bohaterem i idolem miejscowych. Samego Ryszarda mieliśmy okazję poznać zaraz po zapisaniu się czyli chwilę po 16. Przyszedł przywitać się z każdym biegaczem i spytać o zdrowie. Lada moment zniknął i pojawił się na starcie który oddalony jest od biura zawodów około kilometr. Z kolei przy biurze zawodów zlokalizowano metę. Na starcie wspólne zdjęcie, wskazówki dla debiutantów i ruszają. Jadąc do Witunii myśleliśmy że wszyscy biegną zazwyczaj z bohaterem wydarzenia, ale już na starcie okazało się to mitem. Wojtek zniknął natychmiast, Waldek biegł z grupą około 2 pętle. Trasa w ogóle składa się z sześciu pętli. Jedna ma około 5,5km, reszta już 7km z drobnym hakiem. No i jest drobny haczyk: ani kawałek trasy nie był płaski. Dwa ogromne podbiegi, jeden długi zbieg, i góra dół, góra dół. Wczoraj pogoda uraczyła nas też 30 stopniowym upałem. Około 40% nawierzchni trasy, natomiast 60% był to piasek. Po części ładnie wyrównany, po części grząski, w którym ciężko biegać. Biegając tam uświadomiliśmy sobie jak wiele trudności musiał przeżyć na swojej drodze Ryszard. Podczas deszczu trasa na pewno bywała grząska, zimą z kolei musiało być ślizgo. Co do biegu Wojtek w tym upale i na tej trasie wykręcił 4:05, natomiast Waldek 5:18. Ryszard Kałaczyński pobiegł swój 324 maraton w czasie 4:47. Po przebiegnięciu debiutanci otrzymali medale, następnie udano się na kawę. Podczas tej kawy poznaliśmy bliżej Ryszarda, a także ludzi którzy z nim dziś pobiegli. Trzeba przyznać że wśród nich wyglądaliśmy blado ze swoimi osiągnięciami. Ale jak to Ryszard mówi: nie liczy się czas, biegać trza! Przygoda w Wituni niepowtarzalna, jeszcze macie trochę czasu by raz pobiec z wspaniałymi biegaczami.


Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz