Beskidzka 160 na Raty – Wiosna 2017

Beskidzka 160 na Raty 104km, edycja Wiosenna pod nazwą Beskidzka Salamandra 2017. Salamandra stała się symbolem tej edycji biegu. Bieg już tradycyjnie odbywa się na 3 dystansach: 100km +/-5000m, 50km +/-2500m i 25km +/-950m. Dwa mniejsze dystanse są też z swobodniejszymi limitami, dla słabszych zawodników. Setka, ta na która zdecydowali się Anka i Waldek to jeden z najtrudniejszych biegów w Polsce, dystans, profil trasy i limity na poszczególnych punktach kontrolnych jak i czas 18 godzin ani przez chwilę nie pozwala na wytchnienie. Dokładnie to wszystko, czego oczekuje się od … dobrego ultra biegu ;-) Zaraz po dojechaniu na miejsce, po sprawnym odebraniu pakietów startowych udaliśmy się na odpoczynek gdyż bieg startuje w nocy. 4h snu i wyjazd, na obowiązkową odprawę techniczną o 22:45, na której dowiedzieliśmy się sporo szczegółów o trasie jak i zachowaniu się w czasie biegu. Przebieg trasy: Goleszów – Tuł – Leszna Górna – Ostry Nydecki – Mała Czantoria – Wielka Czantoria – Soszów – Stożek – Kiczory – przeł. Kubalonka – Wisła Nowa Osada – Cieńków – Magurka Wiślańska – Magurka Radziechowska – Ostre – Skrzyczne – Malinowska Skała – Malinów – przeł. Salmopolska – Trzy Kopce Wiślańskie – Orłowa – Ustroń Polana – Wielka Czantoria – Mała Czantoria – Cisownica – Goleszów. Nocne oznakowanie taśmami odblaskowymi, dzienne biało/czerwonymi, dalej szlakami turystycznymi oznaczonymi tylko na zakrętach, zmianach szlaków i w kłopotliwych miejscach. Po odprawie mieliśmy jeszcze ok pół godziny na „dopięcie” wszystkiego co potrzebujemy na biegu.
Start! noc z piątku na sobotę 00:00, kilometr w Goleszowie i … w drogę, a tam …góry, lasy, przepiękne nocne widoki na Beskid Żywiecki i rozświetlone miasta, oczywiście tylko w chwilach kiedy nie byliśmy zmuszeni spoglądać pod nogi, to przecież bieg górski ;-) Widokami zaskoczony był Waldek, który biegł ten bieg w zeszłym roku, w pogodzie uniemożliwiającej cokolwiek ;-) a jemu dotarcie do mety. Biegniemy według przyjętej strategii, spokojnie, ostrożnie, wyprzedzając minimalnie limit, z czołówkami, góra, dół, góra … dół i … to właśnie Beskidy, stawka zawodników powoli się rozciąga … na tym dystansie wystartowało 81 śmiałków. Dobiegamy do pierwszego PK Leszna Budzin, 16km za nami +750/-460 łatwo nie było ale mamy zapas bo dobiegliśmy przed godz 2:30. Dobieramy napoje i w drogę do następnego PK który będzie za 14km. Teraz do pokonania mamy Czantorię, Małą, Wielką, zbieg i znów drapanie się w górę. Dobiegamy, PK Stożek przed 5 rano, zwiększamy zapas czasu, za nami kolejne +823/-493. Zapasy uzupełnione i lecimy dalej. Ten odcinek luźniejszy 11km +262/-633 . W Wiśle musimy być maksymalnie do 6:50. Na tym odcinku zaczyna świtać, jest dobrze, PK Wisła Kubalonka, za nami 40km, dalej mamy zapas czasu, Waldek w tym miejscu postanowił się przebrać i dalej biec w spodenkach, zapowiadał się upalny dzień. (Na tym punkcie Waldek w poprzedniej edycji zakończył bieg) Szybka pomidorówka, rodzynki, orzeszki, picie i … ruszamy na najdłuższy odcinek. Przed nami 21km przez Magurkę Wiślaną i Magurkę Radziechowską +870/-925, mamy na to 3godz 10min i musimy być przed godz 10:00, dobiegamy na styk, PK Lipowa, 61km trasy którego gospodarzem jest sam Baca Edward Dudek, tu też zostaliśmy poinformowani, że ze względu na warunki limit biegu został przedłożony o 30min. Dalej biegniemy już w krótkich rękawkach ;-), otwarty teren i … śnieg i upał (niezłe zestawienie). Przed nami mocne podejście na Skrzyczne a dalej w śniegu, w wodzie, do PK Salmopol, odcinek 12km +885/-483, meldujemy się w limicie, przed godz 13:00. Lecimy do ostatniego PK Ustroń Polana, przez Trzy Kopce Wiślane, Orłowa, 16km +375/-925, biegniemy spokojnie, wiemy co nas czeka dalej ;-) Na punkcie meldujemy się tradycyjnie na stykach, dowiadujemy się że wybiegamy jako ostatni zawodnicy. Anka na pozycji 3 kobieta (reszta już nie może kontynuować biegu), za nami 89km trasy. No to ostatni odcinek – Czantoria!, czerwonym na szczyt! ;-) później mała Czantoria, zbieg, Machowa i „wisienka na trasie” – osławiony kamieniołom. Odcinek 15km +862/-880, zaczynamy od zgubienia trasy, przez fałszywe taśmy w innym kierunku, już tu tracimy cenny czas, trafiamy na „czerwony” i w górę!
Na tym podejściu natknęliśmy się na leżącego zawodnika, wspólnie postanowiliśmy, że go nie zostawimy. Ruszyliśmy dalej w górę razem. Już wiedzieliśmy, że nie mamy szans wbiec w limit … Zadzwoniliśmy do organizatora i powiadomiliśmy o tym fakcie, jak i o tym, że dotrzemy do mety po limicie. Dalej szło już powoli, do mety. Dotarliśmy o 20.04. Czy byśmy zdążyli w limicie? tego już się nie dowiemy. Na mecie czekali organizatorzy którzy wręczyli nam medale, piękne! unikalne!. Piwo „Beskidzka Salamandra” smakowało jak nigdy ;-) Tylko tak byliśmy zmęczeni, że po chwili pojechaliśmy spać ;-) 104km pokonane!
Dla nas ta najtrudniejsza setka zaliczona. Trasa niesamowita, daje nieźle popalić. Jednak nie dla każdego! Do tego biegu trzeba podjeść świadomie! Z bardzo dobrym przygotowaniem. Na takim biegu trzeba umieć podejmować trudne decyzje. My zapewne pobiegniemy w przyszłej edycji, trzeba dobiec w limicie ;-)

wyniki:
Anna Niespodziana 20:04:29
Waldemar Grabiński 20:04:29

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz