Beskidzki Topór Ultra 73 km

Beskidzki Topór to nowa impreza w kalendarzu biegowym, na którą zdecydowali się Ania i Waldek. Beskidzki Topór Ultra ma charakter indywidualnego, długodystansowego biegu górskiego po trasie Beskidu Małego. Dystans biegu to 73 km z przewyższeniem +3287m/-3162m i limitem czasowym na trasie 15 godzin. Bieg startuje z Andrychowa i prowadzi głównie szlakami turystycznymi.
Dla Ani to pierwszy ultramaraton, dla Waldka już kolejny, stąd decyzja, by pobiec cała trasę razem. Bieg odbywał się na 2 dystansach 43km i 73km, Zdecydowaliśmy się na walkę i wybraliśmy 73km, za które można zdobyć 2 punkty UTMB. 73km dla Ani to sprawdzian przed trudniejszym biegiem, który wspólnie z Waldkiem planują w sierpniu. Dla Waldka to kolejne 2 pkt do jego celu, Biegu Ultra Granią Tatr. Jadąc na bieg trochę pozwiedzaliśmy i spóźniliśmy się na odprawę, która na szczęście nie była obowiązkowa. Na miejscu powitanie przez osoby z biura zawodów słowami: „Poznaniacy przyjechali” … i już było dobrze ;-) Dostajemy informację o dwóch dodatkowych punktach z wodą przygotowanych przez strażaków i o dwóch podbiegach o kącie ponad 50 stopni i jest jeszcze lepiej. Zabawę czas zacząć. Rano pobudka, lekkie śniadanie (kto zdążył ten zjadł), dopakowanie plecaków i jazda na start. Na starcie zostawiamy depozyt, przepaki, szybka herbatka, pamiątkowa fotka i … wybija godzina 5, wszyscy włączają garminy i ruszamy. Oczywiście pod górkę, w końcu to ultramaraton górski ;) Ania pierwszy raz biegnie z kijkami, sama jest ciekawa jak to będzie. Skoro pod górkę to idziemy, trzeba oszczędzać siły bo będzie … lepiej ;). Pogoda rewelacyjna, nie za ciepło, nie za zimno, ale w miarę upływu czasu będzie się robiło coraz cieplej. Więc biegniemy, idziemy, zbiegamy. Dookoła żywej duszy, tylko las, ćwierkanie ptaków, trasa i tak docieramy do pierwszego punktu odżywczego. Podjadamy co nieco, bierzemy colę i spadamy dalej. Biegnąc podziwiamy okolice … i uśmiechamy się do fotografów rozmieszczonych po drodze. Następny punkt odżywczy … strażacy z Porąbki. Było wesoło. Punkt na którym można było się zaopatrzyć we wszystko co niezbędne biegaczowi, na długo zapadnie w pamięci ;-). Wielkie dzięki chłopaki !!! Ruszamy dalej … tradycyjnie już pod górkę ;). Po drodze mijamy się z innymi biegaczami … raz my ich mijamy, raz oni nas. Większość biegu biegniemy z Kubą i Tomkiem. Po drodze robimy foty, podziwiamy widoki i biegniemy. O godzinie 10 startuje bieg na 43 km, a my dobiegamy do punktu kontrolno-odżywczego w Kocierzu na 42 km. Ania ma już wymęczone stopy :/, na których czuje odciski i poobijane palce, Waldek „bez strat”. Jemy zupkę, uzupełniamy zapas wody, pijemy kawkę, smarujemy nogi maścią i ruszamy dalej. Anię zaczyna boleć kolano co utrudnia utrzymanie tempa na zbiegach, a przed nami jeszcze „kawałek” drogi. Tu pomaga motywacja Waldka ;-). Trasa, do tej pory przebiegająca szlakami turystycznymi, skręca w las, poza szlak na bardzo stromy zbieg. Dzięki dobremu oznaczeniu i organizacji nikt się nie gubi i biegniemy dalej do Porąbki, gdzie znajduje się kolejny punkt odżywczy przygotowany przez strażaków, a właściwie strażaczki, które chłodzą wodę w strumieniu ;). Jeszcze „dwie górki” i będzie meta ;). Na trasie wesoło. Pogaduchy z innymi biegaczami, wzajemna motywacja, podziwianie widoków (na to zawsze jest czas ;)) no i fotki ;). Dobiegamy do ostatniego punktu odżywczego. Wszyscy biorą colę, trochę jedzonka i ruszamy dalej … bo przed nami najbardziej stromy podbieg/podejście na odcinku ok. 3 km. Kąt podejścia ponad 50 stopni. Co to dla nas??? :) Ania na podejściu jest mocna, odżywa i zostawia ekipę w tyle …i tak na dalszym odcinku trasy się spotkamy. Mijamy innych biegaczy, którzy mają większe problemy zdrowotne niż my. Jeszcze tylko jeden zbieg i już widać (a właściwie słychać), że meta niedaleko. Więc biegniemy. Przed samą metą przebiegamy przez strumień – bez mostu :-) (stad prośba organizatorów by do depozytu włożyć suche buty) wbiegamy na metę. Udało się. Ukończyliśmy górski ultramaraton. Dostajemy medale, grawerujemy (pisakiem) na nich czas ;), pstrykamy fotę i idziemy regenerować siły pysznym makaronem i pieczemy kiełbasę na ognisku. Ania zostaje ultra-maratończykiem!!! Polecamy każdemu: dla satysfakcji, dla widoków, dla poznania ciekawych ludzi, dla przeżycia czegoś nowego no i oczywiście dla sponiewierania bo to na górskich biegach jest gwarantowane. :-)

Wyniki
Anna Niespodziana 12:11:02
Waldemar Grabiński 12:11:02

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz