DOZ Maraton Łódź

18119349_1524506507569014_6504102048447704001_nJakiż to był maratoński weekend. Londyn, Wiedeń, Orlen w Warszawie i DOZ w Łodzi. Ostatni maraton wybrał sobie Wojtek. I to w jakim terminie. Imieniny ;-) Ale od początku. W Łodzi zameldowałem się już w piątek wieczór. Sobota to tradycyjnie czas na zwiedzanie. Wiadomo: manufaktura, nowy ładny dworzec i obowiązkowo Piotrkowska. Niby jest ładnie, ale czuć w tej Łodzi jakąś pustkę. Nie przyciągnęło mnie to miasto, ale może to znak, że muszę wybrać się tam jeszcze raz się z nim polubić. I wreszcie niedziela: dzień maratoński! Meldujemy się na Atlas Arenie w piątkę. Z czego trzech maratończyków i dwóch najlepszych na świecie kibiców ;-) Start o 9. Świeci słońce ale jest jeszcze zimno. Z minuty na minutę robi się jednak coraz cieplej. Pierwsze kilometry można nazwać „Na Piotrkowską i z powrotem” Po drodze niespodzianka: tym razem Wasyl biegnie maraton, a zdjęcia robi żona Maria. Pozdrawiamy serdecznie. Druga część trasy jest ciekawsza. Zwiedzamy filmową część miasta, ale zaczyna się też walka z porywistym wiatrem. Końcówka to już bieg w koło Parku Kasprowicza – areny zmagań Mistrzostw Polski w biegu 24h. Oj, ciężko było ciężko. Kryzys potężny. W ciągu 7km straciłem prawie 7minut z wyniku na który biegłem. Ale udało się. Dobiegłem z życiówką: 2:56:55! Finish fantastyczny. Atlas Arena pięknie rozświetlona, fajerwerki. Atmosfera niesamowita! Klimat maratonu przekonał mnie bardziej niż sama Łódź. Kibice pierwsza klasa. Warto pochwalić pomysł stref kibicowskich – każda strefa przedstawiała inny kraj. Chwalę też dużo punktów odżywczych. Trasa w porównaniu do Orlenu może wolniejsza ale klimat biegu godny polecenia! :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz