I Maraton Podhalański

I Maraton Podhalański. CUDO! Dla Waldka to połączenie 2 pasji, wędrowania po górach i biegania, dla Wojtka nowe doświadczenie w bieganiu po górach. Od pierwszego sygnału o organizacji tego maratonu Waldek był pewny że w nim pobiegnie. Tatry i bieg, marzenie w zasięgu. Maraton Podhalański to połączenie biegu górskiego z biegiem ulicznym. Którego trasa została poprowadzona przez prawdziwe Podhale, to mniej komercyjne. Startowaliśmy z rynku w Nowym Targu gdzie przed startem pierwszy raz na zawodach organizator zrobił wspólne zdjęcie pamiątkowe wszystkich biegaczy ;-) trasa przebiegała przez: Nowy Targ – Trute – Ludźmierz – Maruszyna Górna – Maruszyna Dolna – Szaflary – Bańska Niżna – Bańska Wyżna – Sierockie – Bustryk – Ząb – Nowe Bystre – Kościelisko – Zakopane. Meta na estakadzie pod Gubałówką w Zakopanem! Do pokonania ok. 950 metrów przewyższenia w trakcie podbiegów i ok. 720 metrów zbiegając. Maraton z hasłem „Najpiękniejsze 42,195km na świecie”. Po biegu możemy śmiało potwierdzić że dla nas to była najpiękniejsza trasa maratońska ale i najtrudniejsza. Przed startem byliśmy pewni że dobiegniemy w końcówce startu, na 220 zawodników którzy ukończyli bieg Wojtek zajął 47 miejsce a Waldek 104, kto by się tego spodziewał! ;-) Trasa naprawdę mordercza jednak rekompensowały ją malownicze widoki na Tatry i Podhale. Bardzo długie i strome podbiegi tak naprawdę niewielu zawodników było w stanie pokonać w całości biegiem. Również kilku kilometrowe karkołomne zbiegi „zabijały” nasze mięśnie. Rzadkością na maratonach jest fakt że ostatnie kilometry pokonuje się szybciej niż początek jednak zbieg z Gubałówki tak sprawił. O trudności tego maratonu niech świadczy czas zwycięzcy 02:56:27. Satysfakcja z ukończenia tego maratonu jest naprawdę wielka. Było tak ciężko a już na mecie stwierdziliśmy że za rok tam wracamy! Na biegu niczego nam nie brakowało, woda, izotoniki, pomarańcza, banany, czekolada, wszystkiego pod dostatkiem w podawane przez lokalnych bardzo miłych wolontariuszy aż cieszyło. Pogoda też dopisała, startowaliśmy w lekkim deszczu i choć w połowie trasy wyszło słońce nie było aż tak uciążliwe. Fajnym wspomnieniem zostanie dla nas grupka nietypowych kibiców, mianowicie stado brązowych krów ;-) Oczywiście że i górale i turyści też fajnie kibicowali.

wyniki:
Wojciech Grabiński 03:51:33
Waldemar Grabiński 04:22:18

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz