II Półmaraton Karkonoski

W ramach VIII PZU Maratonu Karkonoskiego odbył się tez bieg na dystansie „mini” czyli 22 km, II edycja Półmaratonu Karkonoskiego. Dzień po ultra Waldek zdecydował się protestować możliwości. Były wcześniej takie starty. Po 10km na zawodach bardzo fajnie biegło się półmaraton. Po Półmaratonie raczej źle biegało się 10km. Tym razem po ultra w górach, na dystansie 46,7 km, przyszedł czas sprawdzić się na górskim dystansie 22km. Ciekawość i obawy, tylko o tym myślałem. Kolejnym argumentem, by dziś wystartować, była „przebieżka” po długim dystansie ale i fakt, że jak już tak daleko się wybrałem to szkoda nie korzystać ;-). Właśnie… tyle argumentów za, że decyzja zapadła. 13 km trasy już znałem. Start, a później tym samym podbiegiem, jak na ultramaratonie, do Śnieżnych Kotłów tylko dalej w prawo a nie w lewo. Dziś na Hale Szrenicką. Nie będzie Śnieżki. Będzie łatwiej. Tyle teorii. Start godzinę później niż ultramaraton o 9.30. Teoretycznie nic mnie nie boli … biegniemy. Już po starcie, na podbiegu, wiedziałem, że tym razem tak łatwo nie będzie. Nogi odmawiały posłuszeństwa. Strasznie się męczyłem. W myślach 6,5 km … później chwilka płaskiego. Ledwo mogę biegać, ale wypada – to biegnę ;-). Już widać Śnieżne Kotły, zaraz będzie lepiej. Skręcamy w prawo na czerwony szlak – tu lekko w dól. Nogi znacznie lepiej. Nadrabiam trochę czasu i pozycji. Długi zbieg, długi podbieg a raczej podejście. Znów długi szybki zbieg – tu wyprzedzam sporo zawodników. Dobiegamy na Hale Szrenicką na której mamy punkt żywnościowy i od razu zawrotka. Tą samą trasą biegniemy do mety. Fajnie się zbiegało do hali ale teraz trzeba to podejść. Ciężko, ale poszło i … zbieg – nadganiam, i podbieg. Nogi już dawno pracuj. Dobiegamy kolejny raz do Śnieżnych Kotłów a stamtąd? 6.5 km w dól. Dziś wróciło od rana słoneczko, było ciut chłodniej, sucho. Na tym ostatnim zbiegu sobie odkułem! Postanowiłem pobiec to na maksa. Po drodze, dla śmiechu, liczyłem zawodników których wyprzedzałem – 36ciu ;-). Jak to się określa w biegach górskich: o wyniku decydują zbiegi. Zbieg nartostradą Puchatek – tempo poniżej 3.00 ;-), znajomy już podbieg i meta! Dałem radę! Ba! Ukończyłem w dobrym czasie – w pierwszej połowie zawodników. Nie było tak źle. Na mecie dowiedziałem się, że w półmaratonie wystartowało 52 zawodników, którzy biegli dzień wcześniej i o fakcie że wszyscy „szaleńcy” dostaną upominki. W strefie mety, tak samo jak dzień wcześniej, wszystko na medal. Dziś nie skorzystałem z lodowatej wody do regeneracji. Wraz ze znajomymi w oczekiwaniu na ceremonie piliśmy sobie piwko i wygrzewaliśmy się na słońcu ;-). Zaraz po ceremonii, każdy, kto przebiegł oba dystanse, został wyczytany i wywołany przed podium. Wręczono nam piękną, metalową figurkę Ducha Gór Karkonoskich „Liczyrzepę”. Tak oto, dostałem swój pierwszy „puchar” ;-): nie za wyniki a za „szaleństwo”. Trasa biegu od Śnieżnych Kotłów znacznie przyjaźniejsza: szutrówka, mniej kamieni, oczywiście bardzo wymagająca z przewyższeniem +/- 1130 m. Test możliwości zdany. Bardzo ciekawa i fajna weekendowa przygoda biegowa. Bardzo dobrze zorganizowana impreza, wspaniali wolontariusze, śmiało polecam każdemu, zwłaszcza tym, którzy chcą zacząć biegi górskie. Ja na pewno za rok tam wrócę by ponownie wystartować w obu biegach.  (fot: nagrodzeni za oba biegi)

wyniki:
Waldemar Grabiński 02:40:21

reportaż z półmaratonu w którym załapałem się na wywiad ;-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz