III Zimowy Półmaraton Gór Stołowych

Jak reklamowany taki w rzeczywistości: „ZPGS (21 km) – Trudny technicznie zimowy bieg po pięknych terenach PNGS.” Zimowy Półmaraton Gór Stołowych i 1 Mistrzostwa Polski Alpinistów w Biegu Górskim w Parku Narodowym Gór Stołowych. Trudno opisać te zawody. Dyrektor biegu – Piotr Hercog stwierdził przed biegiem, że to będzie najcięższa edycja ZPGS. Zdjęcia z rekonesansu trasy, które były opublikowane w internecie, nie budziły wątpliwości, że będzie bardzo ciężko. Już o 6 rano dojechaliśmy do Karłowa – droga do Pasterki, ze względów na warunki na drodze, tego dnia była zamknięta. Informację organizatora, o pokrywie śnieżnej, mięliśmy więc okazję sprawdzić już wcześnie rano. Zielonym szlakiem, a raczej nartostradą, gdyż na niej nie zapadaliśmy się do połowy łydek w śniegu, ruszyliśmy jeszcze po ciemku do Pasterki, gdzie tradycyjnie zlokalizowane było biuro zawodów. Ania, Waldek i Maciej – trzech biegaczy z Rogoźna, każdy z innym celem. Ania i Waldek tej zimy postanowili pobiegać biegi górskie w rożnych pasmach, Maciej, po wyśmienitym starcie w Rogozińskim Półmaratonie, postanowił się sprawdzić na biegu górskim. Po 5,4 km marszu przez ośnieżone pola dotarliśmy do Pasterki. Tu szybki odbiór pakietów i przy herbatce oczekiwanie na start. Został on zaplanowano na godz. 9.00. Na starcie stanęliśmy w wymarzonej pogodzie, lekki mrozik i piękny słoneczny dzień. Już w komunikacie przed startem zostaliśmy poinformowani o tym, że bieg może przypominać skip A. Start szybko zweryfikował warunki z jakimi musieliśmy się tego dnia mierzyć … pierwszy podbieg a na nim śnieg, w którym zapadaliśmy się po łydki. Spowodował on, że większość przeszła w marsz. Dalej było tylko gorzej ;-). Przy pierwszym zwężeniu, a było ich dosyć dużo na trasie, wszyscy biegacze biegli, a raczej, tak to się powinno nazywać na biegu a w rzeczywistości to był marsz, gęsiego. Nie było mowy o wyprzedzaniu. Na pierwszym zbiegu, trochę desperacko, zaczęliśmy wyprzedzać, bokami, wpadając za kolana w śnieg. Tym sposobem udało się zdobyć kilka pozycji ;-) ale za chwilę kolejny podbieg i … ciężki marsz w śniegu, gęsiego … Zmęczenie narastało a wyprzedzanie stawało się bezcelowe bo zabierało za dużo sił. Każdy krok w rozdeptanym śniegu był męczący a po bokach śniegu za kolana. Na 10km, kiedy byliśmy już bardzo zmęczeni, zaśmialiśmy się na widok czasu z Garmina. Tak !!! 10km w czasie 2h 06min … to jest coś !!! A to dopiero połowa drogi ;-) Dalej robimy swoje, walczymy! Świetna pogoda, piękne widoki, zima na całego ;-) Pierwszy punkt żywnościowy, podbieg, zbieg, drugi punkt żywnościowy, kolejny podbieg, a właściwie podejście, marsz, bieg i … na koniec trochę asfaltu i … schody, prowadzące już na samą metę – na Szczeliniec. Na nich mijamy turystów i biegaczy, którzy po ukończonym biegu wracali już do samochodów. Wszyscy oni dopingowali zawodników walczących jeszcze na trasie. I nareszcie, chyba upragniona przez wszystkich tego dnia,  META ;-) A na niej piękny medal i pogoda pozwalająca podziwiać widoki na Karkonosze i Śnieżke. Przygoda niesamowita, wielki trud i świadomość, że dla każdego z nas to najcięższy bieg na którym byliśmy. Zwycięzca potrzebował 2h i 26min na pokonanie trasy. Trzeci zawodnik na mecie przybiegł 16min później ;-). Dla nas, to świetne doświadczenie. Waldek, z pięknym czasem  4:16:18.55 (takim jak debiut w maratonie), zajął miejsce w połowie stawki. Wielką i nierówną walkę z przeciwnościami lost, tj. ze śniegiem  ;-) zrekompensowała nam reszta dnia i wieczorny koncert czeskiej grupy Ska. To jeden z tych biegów, którego nie da się opisać, trzeba po prostu tam być i to przeżyć. Na jego wspomnienie zawsze pojawi się uśmiech i tęsknota do śniegu i biegu w takich warunkach. Za rok z pewnością, kolejny raz, podejmiemy wyzwanie na tej pięknej górskiej trasie z przewyższeniami +1000m, -800m.

Wyniki:
Maciej Niespodziany 04:06:30
Waldemar Grabiński 04:16:18.55
Anna Niespodziana 04:33:32.45

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz