IV Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego

IV Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego (ZUK), unikalny i nieprzewidywalny. Memoriał Tomka Kowalskiego – ultramaratończyka, zapalonego sportowca, alpinisty i podróżnika, który jako pierwszy człowiek na świecie zdobył ośmiotysięcznik Broad Peak zimą (razem z Maciejem Berbeką, Adamem Bieleckim i Arturem Małkiem) i został tam na zawsze. Samo dostanie się na ten bieg było nie lada wyzwaniem ;-). Oprócz zapisanie się na listę startową, z której to później losowano 320 osób mogących wziąć udział w biegu, należało ukończyć minimum dwa biegi górskie, na pełnej trasie i w limicie czasu, o dystansie przynajmniej maratonu. Udało się to Ani i Waldkowi, dla których był to ostatni planowany bieg z serii „zimowych” w sezonie 2016/2017 ;-). Pobiegaliśmy: Góry Stołowe, Beskid Żywiecki, Pogórze Spiskie, Bieszczady, Tatry (Zakopane) i na koniec Karkonosze. To niesamowite doświadczenie biegowe. Pakiety startowe należało odebrać dzień przed biegiem. W dniu startu, od 5:45, była zbiórka biegaczy, na której sędziowie sprawdzali każdemu biegaczowi wyrywkowo wyposażenie obowiązkowe, które każdy zawodnik zobowiązany był posiadać podczas całego biegu. Na ZUK-u obejmowało ono m.in.: kurtkę wodoodporną z długim rękawem, rękawiczki, dodatkowa (schowana w plecaku) warstwa docieplająca z długim rękawem, czołówka, para ogrzewaczy chemicznych, mapa trasy, gwizdek i jeszcze kilka przydatnych „gadżetów”. Za brak którejkolwiek rzeczy z listy obowiązkowej w trakcie zawodów można było zostać zdyskwalifikowanym lub mogła być przyznana kara czasowa – 30 minut za każdą rzecz brakującą. Na start, który znajdował się na Polanie Jakuszyckiej, zostaliśmy przewiezieni z Karpacza autokarami. Trasa biegu prowadziła z Polany Jakuszyckiej poprzez: Hale Szrenicką, Śnieżne Kotły, Przełęcz Karkonoską, Schronisko Odrodzenie, Schronisko Dom Śląski, Śnieżkę, Czarny Grzbiet, Jelenke, Sowią Przełęcz, Kowarski Grzbiet, Przełęcz Okraj, Jedlickie Kaskady, Jedlinki, Budniki, Szeroki Most, Wiczą Porębe, Stok Kolorowa aż do Deptaka w Karpaczu … czyli około 53 km z przewyższeniami 1890m w górę i 2130m w dół, maksymalna wysokość na jakiej biegliśmy to 1601m. n.p.m. Na trasie znajdowały się cztery punkty odżywcze, które były równocześnie punktami z limitami czasowymi (po przekroczeniu limitu czasowego zawodnicy nie mogli kontynuować zawodów i zobowiązani byli oddać numery startowe Sędziemu). Punkty te to: Schronisko na Hali Szrenickiej (7 km/ limit czasowy godz. 11:00), Schronisko Odrodzenie (19,5 km/ limit czasowy 13:00) , Schronisko Dom Śląski (27,2 km/ limit czasowy 15:00) oraz na Przełęczy Okraj (36 km/ limit czasowy 16:00). Start biegu rozpoczął się o godz. 7:30, a limit czasowy na cały bieg to 10,5 godz. Pogoda podczas biegu dopisała. Na starcie było ok. 2 stopni w plusie z dosyć dużym zachmurzeniem. Podczas całego biegu można było „doświadczyć” standardowego, kapryśnego klimatu Karkonoszy: trochę słońca, śniegu, lekkiego deszczu, mniej lub bardziej odczuwalnego wiatru, mgły, zimna i ciepła a także bajkowej scenerii zimowej u góry i wiosennej na dole, czyli cały możliwy przekrój pogodowy ;-). Trasa, abyśmy się nie zgubili, została oznaczona za pomocą taśm w dwóch kolorach: żółtym i czerwonym. Zostały one przymocowane w widocznych miejscach m. in. na tyczkach wyznaczających zimowy szlak. Dopóki się biegło „tropem” żółtych taśm znaczyło, że jest ok i jesteś na trasie, jeśli zboczyło się z trasy trafiało się na czerwone taśmy, które „mówiły”, że należy wrócić.  Trasa biegu z Polany Jakuszyckiej aż do Przełęczy Okraj prawie w całości pokryta była śniegiem. Nie ułatwiało to biegaczom zadania. Świeży i niezmrożony śnieg powodował, że nogi „uciekały” i nie było łatwo ani chodzić ani biegać w takich warunkach. Trasa częściowo oblodzona, częściowo prowadząca równolegle do zbocza powodowała, że była dosyć wymagająca. Trud i wysiłek włożony do pokonywania trasy w takich warunkach rekompensowały rewelacyjne widoki na ośnieżone i zamarznięte drzewa, tyczki (wyznaczające szlaki turystyczne), łańcuchy, kamienie i wszystko inne co można było spotkać na trasie. Na punktach odżywczych jak to na ultra, wszystkiego pod dostaniem, aż ciężko zapamiętać, na biegach ulicznych tylko pomarzyć ;-) Świetnie spisywali się fotografowie na trasie, którzy z poświęceniem oddawali się fotografowaniu biegaczy. Po „pokonaniu” Przełęczy Okraj na trasie zaczęło pojawiać się błoto i woda – oznaki, że zaczynamy powoli obniżać wysokość. Już mięliśmy nadzieję, że będzie tylko z górki ale niestety od 42 km aż do 46 km rozpoczęło się podejście na Budniki. Lekko nie było ale daliśmy radę. Później już tylko kilka niewielkich górek i zbieg po stoku narciarskim Kolorowa na Deptak w Karpaczu, gdzie znajdowała się upragniona meta ;-). A na mecie … mnóstwo kibiców, miłe powitanie, medale, rewelacyjna herbata, ciepły posiłek i – zaproszenie na oficjalne zakończenie imprezy oraz wręczenie nagród. Podczas zakończenia losowane były nagrody. Ania otrzymała kalendarz Piotra Dymusa na 2017 rok oraz książkę „Jedz i biegaj” Scotta Jurka. Atmosfera na biegu była rewelacyjna, wielu znajomych, uśmiechnięci wolontariusze, kibice, biegacze, a nawet narciarze biegowi który nie brakowało ;-) To kolejny bieg, który zapada głęboko w pamięci i taki do którego będziemy chcieli wrócić.
Podsumowaniem tych biegów niech będą słowa Krzysztofa Wielkickiego, nie koniecznie dotyczące biegania: „W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest to mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć wyobraźnię i filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności. A samo przebywanie w górach łagodzi, eliminuje agresję. Są elementy rywalizacji, ale rywalizacji z wyznaczonym celem, a nie z przeciwnikiem.”


wyniki:
Anna Niespodziana 08:14:06
Waldemar Grabiński 08:14:09

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz