Maraton Górski Leśnik Zima 2017

Maraton górski Leśnik Zima 2017. Zimowy bieg w Beskidzie Żywieckim na 3 dystansach: NadLeśnik ok. 68km (+4744/-4745), Leśnik ok. 41km (+3108-3109) i Półleśnik ok. 27km (+2247/-2247). Leśnik to tak naprawdę cykl biegów. Ma swoją edycję wiosenną, letnią, jesienną i oczywiście zimową. Każda z edycji startuje w innej miejscowości i na różnych, chociaż zbliżonych dystansach. W edycji zimowej na dystansie maratonu wystartowali Ania i Waldek. Już po przewyższeniach wiedzieli, że bieg będzie bardzo wymagający i takim się okazał. Zaraz po przyjeździe zderzyli się z innym klimatem. Rano w Szczyrku było -10 stopni, sporo śniegu i … porządna zima. O 6 rano zapisaliśmy się na bieg po promocyjnej cenie. Na miejscu ciepła herbata i przepyszny chleb z tradycyjnym smalcem. W biurze dowiedzieliśmy się, że z trasy nadleśnika który wystartował o 4 rano zrezygnował już pierwszy zawodnik z Czech. Było trochę śmiechu bo powodem rezygnacji była niska temperatura (to naprawdę dziwne na biegu zimowym). Wróciliśmy do auta się przebrać, jeden, drugi … trzeci termik ;-) kurtka wiatrochronna z kapturem, buff na głowę, drugi na szyje, rękawiczki, brrrr dalej zimno. Idziemy na odprawę … tam dowiedzieliśmy się, że trasa, ze względu na warunki śniegowe, została zmodyfikowana – podczas znakowania trasy była ona nie do przejścia. Dystans pozostał. Organizatorzy uświadomili też debiutantów na biegach górskich i zimowych, że czasy z tras płaskich są nierealne. Jako że dystans półmaratonu i maratony startował razem oznajmili, że pół można pokonać w min 4 godziny a cały w min 6 godz., z zaznaczeniem, że są to czasy podane dla osób, które zamierzają się ścigać … optymistycznie :-) Jeszcze chwila rozmów ze znajomymi i … start, godzina 8.00. Chwila drogą, przez mostek i od razu w górę, gdzie zrobił się pierwszy zator, mocne i długie podejście … dalej już było luźniej. Trasa szybko zweryfikowała doświadczenia. Bieganie w śniegu jest znacznie trudniejsze i można było już wyprzedzać. Po pierwszych zbiegach już na trasie było luźniej. Góra, dół, góra … w dół, taki, że biegacze nie za bardzo wiedzieli jak zbiec. Takie nachylenie, że zbiegaliśmy stylem od drzewa do drzewa ;-) W takich miejscach mogliśmy najwięcej nadrobić, dla nas to nie nowość. Przed nami pierwszy atak na Skrzyczne (1257m n.p.m.) , długie podejście, w tym czasie wyszło słońce i zrobiło się przyjemniej chociaż pod szczytem zrobiło się zimno i wietrznie, a okoliczne armatki naśnieżające tylko to kumulowały. Dalej wręcz bajkowo, niesamowite widoki. Biegliśmy nad chmurami. trochę granią i znów zbieg, i znów taki, że trudno było trzymać się w pionie a wielu biegaczy skorzystało z tyłka ;-) dłuuuugi zbieg a na dole tj ok. 18 km trasy pierwszy punkt żywieniowy. Na tym punkcie można było zmienić dystans na krótszy z czego wielu biegaczy skorzystało nie widząc swoich szans na ukończenie dystansu maratonu. Tak, na 18km byliśmy po 4 godzinach (zgroza) limit maratonu to 10godz. Na punkcie, herbata, cola, ciastka, kromka chleba, orzeszki i w drogę. Znów w górę na Małe Skrzyczne, gdzie rozdzielały się trasy pół i maratonu. My w prawo ;-) jeszcze chwila w górę i zmienioną trasą, granią na Malinowska Skała (1152m n.p.m.). Na tej części pogoda znacznie się pogorszyła, zimno, zamglenie i dokuczliwy wiatr. Na trasie słyszeliśmy tylko grupkę biegaczy za sobą, przed nami zupełnie pusto. Dalej długi ponad 5km zbieg na drugi punk kontrolno-żywieniowy 28km trasy. Na nim dowiedzieliśmy się, że z 45 startujących na dystansie Nadleśnika zostało już tylko 16stu biegaczy! (inni przepisali się na krótszy dystans i biegli maraton) A ich dystans został skrócony do ok 51km. Ruszamy, limit nas goni. Teraz drugi atak na Skrzyczne, inną drogą 5 kilometrów żmudnego podejścia. Po drodze dogania nas znajomy Janek i dalej już do samej mety walczymy razem. Za Skrzycznem zakładamy czołówki, robi się szaro i ku naszemu zdziwieniu trasa w dół biegnie skokiem narciarskim FIS! Taktycznie ciężki zbieg, lecimy! Już ciemno, dobiegamy do Szczyrku. Tu już znacznie łatwiej chociaż zostało nam niewiele sił. 3km i wbiegamy na metę. Czas … godzina przed limitem. Ukończony! Na mecie pyszne jedzenie: makaron, rosół, herbata, kawa … niczego nie brakowało. Organizacja na najwyższym poziomie. Klimat fantastyczny. Sam bieg? Zwycięzca maratonu: 05:32:16, półmaratonu: 03:49:46. To górska masakra, polecamy ale wyłącznie doświadczonym biegaczom ;-) Zimowa sceneria wręcz bajkowa. Warto! A tak zachęca do biegu sam Organizator : ” u nas nie zobaczysz tłumów, nie będziemy Cię głaskać i pytać czy boli i raczej nie wzruszy nas Twoja opowieść o tym jak było trudno, jak zmokłeś, zmarzłeś i jak to się pogubiłeś. Ale zrozumiemy czemu klniesz jak szewc na trasie a uśmiechasz się na mecie, damy Ci piwko i razem ponarzekamy na tego co wymyślał trasę. A potem rozjedziemy się do domu i…. zobaczymy znowu. Bo góry czekają i my czekamy :) Jeśli nie boisz się wyzwań – Zapraszamy! „

wyniki
Waldemar Grabiński 09:06:04
Anna Niespodziana 09:06:06

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz