Silver Run

Silver Run to cykl biegów górskich w ramach których odbyły się biegi: 1 kwietnia w Bardzie, na dystansach 5, 12 i 21 km, 22 kwietnia i 28 października w Srebrnej Górze na dystansach 12, 21 i 42 km. Dwa ostatnie biegi, które odbyły się w różnych terminach ale w tym samym miejscu, przebiegały tymi samymi trasami tylko, że jeden w scenerii wiosennej a drugi jesiennej. Na tą drugą opcję – jesienną – bieg w Górach Sowich i Bardzkich – wybrali się Ania i Waldek. Postanowili oni pobiec bieg na dystansie ok. 42 km  z deniwelacją +1481 / -1483. Biuro zawodów, start, meta, depozyt itp. zlokalizowane były w Twierdzy Srebrna Góra. W pakiecie można było znaleźć m. in. wejściówkę i kupony zniżkowe do Twierdzy Srebrna Góra oraz do Kopalni Złoty Stok. Trasy wszystkich dystansów pokrywały się, ale nie można mówić o tłoku na trasie. Każdy z dystansów startował o innej godzinie, i tak: 42 km o 9.00 ( z lekkim poślizgiem 15 po), o godz. 12 – 21 km, a o godz. 12:20 – 12 km. Odbyły się również biegi dla dzieci na dystansie 250 m. Bieg bardzo kameralny. Na trasie maratonu pojawiło się 41 zawodników, półmaratonu 78 a na trasie 12 km 57 zawodników. Trasa biegu na dystansie maratonu, jako jedyna, przebiegała po terenie Parku Krajobrazowego Gór Sowich. Przebiegała ona z Twierdzy Srebrna Góra ( i jako jedna z nielicznych była najpierw z górki ;-) ) przez Przełęcz Srebrną  szlakiem niebieskim przez Rozdroże i Przełęcz Pod Gołębią, Przełęcz Pod Szeroką aż do Przełęczy Woliborskiej, gdzie zaczynał się obszar Parku. Tutaj trasa biegu zmieniała się ze szlaku niebieskiego na czerwony i dalej prowadziła przez Bielawską Polankę. Tam ponownie zmiana koloru trasy z czerwonego na niebieski i nim aż do Rozwidlania nad schroniskiem. Tam trasa biegu zawracała i czerwonym szlakiem przez Zimną Polankę, Kalenice (964 m n.p.m., która była najwyższym punktem na trasie), ponownie Bielawską Polankę, Przełęcz Woliborską, Przełęcz Pod Szeroką, Przełęcz i Rozdroże Pod Gołębią, Fort Rogowy aż do Twierdzy. Trasa biegu rewelacyjna i zróżnicowana. Czasem biegło się leśnymi ścieżkami, po czerwonym dywanie z liści a czasami szutrówką, czasami wśród korzeni a czasami wśród kamieni. Widoki, pomimo braku słońca i czasami dość intensywny deszcz, na jesienny Park Krajobrazowy magiczne. W słońcu na pewno widoki byłyby również rewelacyjne ale … chmury przechodzące pomiędzy drzewami, drzewa, częściowo już bez liści, czerwone kobierce z liści pod drzewami, wszystko to dodawało uroku i magii, które towarzyszyły temu biegowi. Na trasie można było spotkać nielicznych turystów, którzy pomimo nie zachęcającej pogody wybrali się w góry. Na punktach odżywczych można było zjeść banany, orzeszki, rodzynki i napić się wody. Po wbiegnięciu na metę i obowiązkowej fotce można było skorzystać z posiłku, i tutaj do wyboru kiełbasa albo frytki, oraz napić się ciepłej herbaty. W oczekiwaniu na ceremonię wręczania pucharów i losowania nagród można było ogrzać się w budynku Twierdzy. Każdego, kto ma ochotę podziwiać uroki jesieni w Górach Sowich, zapraszamy na ten bieg za rok. Na pewno będzie zachwycony. Bieg odbył się przy rozpoczynającym się orkanie „Grzegorz”. Podczas biegu byliśmy osłonięci ale w górnych partiach już porządnie wiało, na mecie już było gorzej a organizatorzy walczyli o utrzymanie strefy w całości.

wyniki:
Anna Niespodziana 05:19:26
Waldemar Grabiński 05:19:26

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Czwartkowy trening

Pomimo ostatnich dni października, dzisiaj, pogoda zachęcała do biegania. Było dosyć ciepło i nie padał deszcz. No więc pobiegliśmy. Trasa krótka bo tylko 5 km po mieście. Tempo spacerowe. Czas przygotowań do 3 Rogozińskiego Półmaratonu Przemysła powoli dobiega końca. Jeszcze tylko tydzień. Zapraszamy wszystkich chętnych do biegania w każdy czwartek o godz. 18 start spod Orlika.

Opublikowano Treningi | Skomentuj

II Półmaraton Wągrowiec Skoki

22 października liczna grupa naszych klubowiczów wzięła udział w półmaratonie, który odbywał się po sąsiedzku w Skokach. Była to druga edycja tego biegu. Pakiety można było odebrać w sobotę, lub bezpośrednio przed biegiem w niedziele w Zespole Szkół w Skokach. Start biegu znajdował się na rynku w Wągrowcu a meta na rynku w Skokach. Ze Skoków można było się dostać na start podstawionymi autokarami z czego większość biegaczy skorzystała. Startowały one spod biura zawodów ok. godz. 11:45. Po dojechaniu na start do Wągrowca jeden z nich został „przekształcony” w depozyt. Można było zostawić tam rzeczy, które zabrało się z sobą na start … a trochę tego było bo zimno i padał deszcz. Większość biegaczy zwlekała do ostatniej chwili żeby oddać depozyt. Przed biegiem przeprowadzono rozgrzewkę, która rozgrzała biegaczy. Start honorowy nastąpił z Rynku do ul. Skockiej. Do „właściwego” startu było ok. 800 m. Tam nastąpił start „ostry”. Trasa przebiegała przez Długą Wieś, Przysieczyn. Lechlinek, Lechlin, Grzybowice, Grzybowo, Rościnno aż na rynek w Skokach. W większości przebiegała ona asfaltem. Odcinek ok. 2 kilometrów przebiegał droga ubitą, na której były liczne kałuże i błoto. Na trasie znajdowały się 3 punkty z woda oraz jeden z bananami. Nasi klubowicze, prawie w komplecie, spotkali się przed startem i wykonali wspólne zdjęcie.  Wszyscy oni dobiegli w założonych czasach do mety. Ania przez większość trasy, tak jak rok wcześniej, przebiegła z Mateuszem. Na mecie był on przed nią 7 s . Waldek biegł z częściowo z kolegą Robertem, który był pacemakerem na 2 h. Później jednak przyśpieszył i wbiegł na metę niecałe 3 minuty po Ani i Mateuszu. Kasia przez cała trasę biegła z Łukaszem i z równymi czasami wbiegli oni na metę. Bartek, który biegł z „balonikiem” na 2 h przybiegł krótko po tym czasie. Heniu wystartował trochę za szybko ale przybiegł w założonym czasie. Na mecie zawodnicy otrzymali medale, wodę oraz pyszne drożdżówki. Tam tez można było odebrać „autobusowy” depozyt ;-). Aby posilić się ciepłym ryżem z sosem oraz skorzystać z herbaty i kawy należało udać się na ul. Rogozińską do szkoły, w której zlokalizowane było biuro zawodów. Tam na sali odbyła się również dekoracja i losowanie nagród. Oprócz kategorii open i wiekowych, mieszkańców Miasta i Gminy Skoki oraz mieszkańców Wągrowca, prowadzona była również klasyfikacja: drużynowa i najliczniejsza drużyna – w obu tych kategoriach zajęliśmy 7 miejsce.

wyniki:
Mateusz Banach 01:51:40
Anna Niespodziana 01:51:47
Waldemar Grabiński 01:54:23
Łukasz  Bartoszek 01:57:28
Katarzyna Bartoszek 01:57:28
Bartłomiej Maciejewski 02:06:45
Henryk Malinowski 02:22:41

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Łemkowyna Ultra Trail

Łemkowyna Ultra Trail 150 km bieg po Beskidzie Sądeckim, Beskidzie Niskim i Bieszczadach, to kolejny z biegów, do których już rok wcześniej próbowali podejść Waldek i Ania. Jak się okazało: nie ma tego złego … ;-). W tym roku odbyła się czwarta edycja tego biegu. A właściwie biegów, bo oprócz dystansu 150 km, odbyły się również biegi na dystansach: 30, 48, 70 i 80 km. Trasy wszystkich dystansów wytyczone zostały Głównym Szlakiem Beskidzkim i częściowo się pokrywały. I tak: trasa 150 km prowadziła od Krynicy Zdroju do Komańczy, 80 km z Krynicy Zdroju do Chyrowej, 70 km z Chyrowej do Komańczy, 48 km od Iwonicza Zdroju do Komańczy i 30 km od Puław Górnych do Komańczy. Każdy z dystansów startował o innej godzinie i miał inny limit czasowy. Trasa 150 km z przewyższeniem +5860m/-5970m miała limit 35 godzin, trasa 80 km z przewyższeniem +3350m/-3450m miała limit 16 godzin 30 minut, trasa 70 km z przewyższeniem +2520m/-2520m miała limit 13 godzin, trasa 48 km z przewyższeniem +1400m/-1310m miała limit 8 godzin a trasa 30 km z przewyższeniem +740m/-735m limit 5 godzin. Biuro zawodów znajdowało się w Hali Lodowej w Krynicy Zdroju. Biuro zawodów niby pracowało sprawnie ale jednak swoje trzeba było odstać. Spowodowane było to m. in. sprawdzaniem wyposażenia obowiązkowego, które na biegach górskich jest wymagane. Na tym biegu, na dystansie 150 km należało się wyposażyć w: plecak, pojemnik na wodę lub bidon (min. 120 ml), latarkę czołową z naładowanymi bateriami, zapasową latarkę, folie NRC, gwizdek, bandaż elastyczny, opatrunek jałowy, dowód osobisty, gotówkę – min. 50 zł., naładowany telefon komórkowy, rękawiczki, buffa lub chustę, mapę trasy, długie spodnie, bluzę z długim rękawem, kurtkę przeciwdeszczową z kapturem, tylne oświetlenie w kolorze czerwonym, buty odpowiednie do biegów górskich i oczywiście numer startowy z chipem. Wyposażenie to należało mieć przy sobie podczas całego biegu. Za brak któregokolwiek z elementów wyposażenia obowiązkowego groziła dyskwalifikacja. Lampkę w kolorze czerwonym trzeba było mieć włączoną od zmierzchu do świtu i umieszczoną w widocznym miejscu z tyłu ciała lub na plecaku. Start biegu nastąpił o godz. 00:00 w nocy z piątku na sobotę z Deptaku przy Pijalni Głównej w Krynicy Zdroju. Aby dostać się na strefę startu należało okazać dowód osobisty i odhaczyć się na liście startowej. Na starcie Ania z Waldkiem spotkali znajomych z innych biegów. Trochę przed biegiem porozmawiali i nadeszła godzina startu. Pogoda optymalna ciepło i, co najważniejsze, bez deszczu. A było to dosyć istotne, ponieważ pomimo braku deszczu duża część trasy przebiegała przez drogi pełna wody i błota. Padający deszcz na pewno pogorszył by warunki na trasie i „podkopał” morale biegaczy ;-). Na trasie znajdowało się 7 punktów odżywczych. Można było na nich uzupełnić płyny (woda, izotonic, cola, kawa, herbata), zjeść co nieco ( owoce, ciastka, zupa, pieczone ziemniaki, bułki) i nie tylko (na 2 punktach można było skorzystać z łóżek polowych i się przespać). Na jednym z punktów, na 80,9 km w Chyrowej, był przepak. Można było tam zmienić ubranie, obuwie i skorzystać ze wszystkiego, co zapakowało się do swojego przepaku. Później został on przetransportowany na metę, gdzie należało go odebrać. No więc nastąpił start. Dla Ani i Waldka bieg ten, to próba zmierzenia się z najdłuższym, jak do tej pory, dystansem. Ich założeniem było ukończyć go w 30 godzin. Od samego startu bieg, pod niewielką, ale jednak górkę. Przez miasto po asfalcie, aż do odbicia szlaku w leśną dróżkę, gdzie zwiększa się kąt i większość biegaczy przestaje biec i zaczyna się wspinaczka pod górę. Na płaskich odcinkach i z górki biegacze biegną. I tak na zmianę praktycznie przez cały bieg. Taką taktykę mają Ania i Waldek. Pierwsza górka to Huzary po której następuje zbieg i na nim nasi klubowicze wyprzedzają dosyć sporą liczbę osób. Potem górki Mizerne, Hirki. Jest to początek biegu więc biegacze biegną jeszcze w miarę „skupieni” jeden za drugim. Widać to bardzo fajnie na podejściach, gdy widoczne są tylko czerwone lampki zamocowane na plecakach. Można również podczas podchodzenia odwrócić się i zobaczyć liczne światełka poruszające się jedno za drugim – to czołówki, którymi biegacze oświetlają sobie drogę. Widok niezapomniany i spotykany tylko na takich biegach. Ania z Waldkiem dobiegają do miejscowości Hańczowa, gdzie jest pierwszy punkt odżywczy. Tutaj szybkie uzupełnienie zapasów i dalej w drogę. Krótki zbieg i kolejna wspinaczka. Tym razem z 500 na 850 m. Nie jest lekko. Biegacze powoli wspinają się jeden za drugim na szczyt. Zbieg i kolejne podejście – na Rotunde – 777 m (tu czołówkami oświetliliśmy unikalny cmentarz wojenny nr 51 z I wojny światowej, który znajduje się właśnie na szczycie). Znowu zbieg. Później Popowe Wierchy, jeszcze jeden szczyt, trochę po płaskim (tu zaczyna już świtać) , zbieg i kolejny punkt odżywczy Wołowiec (43,6km). Tutaj Waldek z Anią posilają się ciepła zupą i spotykają kolegę, który zakończył już bieg – kontuzja uniemożliwia mu kontynuowanie biegu. Na tym punkcie sam Marcin Świerc, mistrz Polski w biegach górskich, był wolontariuszem i podawał zupę oraz ciepłe napoje. W dzień całkiem inaczej się biegnie. Można podziwiać widoki. A jest na co patrzeć. Lasy w jesiennych barwach są magiczne. Ania z Waldkiem pokonują kolejne kilometry. Zaczyna się błoto. Właściwą trasa nie idzie przejść. Biegacze, w tym Ania i Waldek, próbują obejść ten odcinek bokiem. Nie była to chyba najlepsza decyzja, gdyż trafiają na bagno. Jeden z biegaczy utknął i Waldek pomagał mu uwolnić się z objęć błotnistej mazi. Bagno uniemożliwia im powrót na właściwą ścieżkę i przez jakiś czas idą przez bagno. Cały czas próbują wrócić na szlak. Po jakimś czasie, po przedzieraniu się przez chaszcze, knieje i bagno powracają na trasę biegu. Ufff. Było nieciekawie. Na odcinku tym, Ani i Waldkowi, znacznie spadło tempo biegu. No cóż, zdarza się. Buty są już od jakiegoś czasu mokre. Dobrze, ze niedługo Chyrowa i przepak (80,9 km). Tam posilają się owocami, ciastkami, herbatą, kawą, uzupełniają zapasy na drogę. Tu kolejny raz zjawia się kolega Marcin i służy wszelką pomocą. Ania korzysta z przepaku i przebiera się w suche rzeczy i ruszają dalej. Ciężko się ruszyć po postoju, jak wszystkie mięśnie zdążyły już ostygnąć. Po krótkim zbiegu i kilku strumykach zaczyna się kolejne podejście. Podczas podejść Waldek zaczyna odczuwać mięśnie. Na szczęście jeszcze jest jasno i można w międzyczasie podziwiać widoki a także … zauważyć kwitnące na polu krokusy!!! O tej porze roku to rzadkość. I tak powoli krok za krokiem pokonują oni kolejno Kamienną Górę, Cergową aż docierają do Iwonicza Zdroju. W samej miejscowości, na łące, zauważają sarenkę, która się pożywia i nie zwraca na nich specjalnej uwagi. Krótki postój w Iwoniczu – uzupełnienie zapasów i dalej w drogę. Zaczyna się robić ciemno i znowu włączają czerwone światełka z tyłu i czołówki z przodu. Z Iwonicza przez Suchą i Mogiłe do Rymanowa-Zdroju do Rudawki Rymanowskiej. Tam zaczyna się asfalt co, po pobieganiu na odcinkach błotnych, odciąża trochę nogi. Zaczyna się jednak górka i zmęczenie daje o sobie znać. Docierają do Puław Górnych. Znają już to miejsce- na początku roku jeździli tu na nartach. Są już 24 godziny na nogach. Ledwie dotarli na punkt już obsługa punktu prosiła żeby usiąść, pytała się co podać do jedzenia, co do picia, co uzupełnić. Wystarczyło usiąść a wszystko, co tylko można było, zostało dostarczone w bardzo szybkim czasie. Niestety, czas goni, jak chce się dotrzeć na metę w założonym czasie to trzeba się ruszyć. Niechętnie więc ruszają. Tym bardziej, że przed nimi kolejne górki Skibce, Smokowiska, Wilcze Budy i Tokarnia. Ania powoli zasypia ;-). Jest to ok. 130 km. Przed nimi widać światełko – doganiają biegacza. Chwilę rozmawiają i docierają do dodatkowego punktu kontrolnego. Jest tam ognisko, gdzie można się ogrzać a także zupa, kawa i herbata. Krótki postój i dalej w drogę. Jeszcze „tylko” 20 kilometrów i będzie można cieszyć się z ukończenia biegu. Teraz Przybyszów i ostatni już punkt odżywczy. Ania z Waldkiem nie zostają za długo i powoli ruszają dalej. Ania ma problem ze stopami więc ma problemy przy zbieganiu, Waldek przy podejściach … ciężko, ale jakoś to godzą i powoli przesuwają się naprzód. Na ostatnim odcinku zaczynają mijać ich inni biegacze, co jest dosyć irytujące. Jeszcze Spalona Góra, Wahalowski Wierch i dowiadują się, że jeszcze 10 km. Na Anię, wiadomość, że została taka odległość, nie wpłynęła za dobrze. Został właściwie zbieg, po którym nie mogła zbiegać, niekończący się odcinek błotnistej drogi, gdzie zaliczyła spektakularną glebę o  której wszyscy dookoła usłyszeli oraz asfalt prowadzący już do mety. Na odcinku błotnistym dogonili ich kolejni biegacze, od których Ania z Waldkiem uzyskali informację, że jeszcze jest szansa zdążyć w 30 godzin. Oni też z takim założeniem biegli. Trochę zapasu czasu było ale lepiej nie ryzykować. I trochę truchtem, trochę marszem dotarli do Komańczy. Tam długie 600 metrów asfaltu i upragniona meta ;-). Zdążyli. Zmieścili się w 30 godzinach. Na mecie otrzymali medal oraz bluzę finisher. Oprócz tego jedzonko, picie i można było skorzystać z łóżek polowych. Ciekawostką był też karcher do oczyszczenia obuwia z błota oraz bala w której można było się zrelaksować … więcej nie pamiętamy. Priorytetem było przebranie się w ciepłe ubranie i chwila odpoczynku. Później zainteresowani biegacze, chcący wrócić do Krynicy Zdroju, udali się do podstawionego autobusu. Gdy już wsiedli i autobus ruszył wszyscy posnęli. Dość zabawnie wyglądało też wysiadanie zawodników z autobusu, pokonanie 3 schodków z zastanymi mięśniami przypominało wycieczkę emerytów. Jeszcze w trakcie biegu stwierdziliśmy, że taki dystans nam już nie odpowiada, na mecie tak samo, jednak wiemy, że to nie ostatni bieg ultra a kto wie czy nie powalczymy jeszcze z dłuższym.

wyniki:
Anna Niespodziana 29:51:15
Waldemar Grabiński 29:51:15

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

VII Szamotuły Samsung Półmaraton

SzamotułyW niedzielę 8 października Asia wzięła udział w VII Szamotuły Samsung Półmaraton. Oprócz biegu głównego zorganizowano także VII Bieg Rodzinny oraz VII Marsz Nordic Walking. Przewidziano następujące kwalifikacje: generalna kobiet i mężczyzn, wiekowa kobiet i mężczyzn, najszybszy mieszkaniec i mieszkanka Gminy Szamotuły, najszybszy mieszkaniec i mieszkanka Powiatu Szamotulskiego oraz najszybszy biegacz i biegaczka spośród pracowników firmy Samsung. Biuro zawodów mieściło się w Hali Wacław przy ul. Sportowej 6. W skład pakietu wchodziła m.in. koszulka z motywem wieży ciśnień w Szamotułach. Pogoda od rana nie dopisywała – padał deszcz, mimo prognoz iż będzie bezdeszczowo, ale przed startem, który zaplanowano na godz. 11.0.0, się wypogodziło, a nawet zaświeciło słońce. Trasa prowadziła ulicami Szamotuł: ulicą Sportową, Lipową w kierunku centrum, 3 Maja, Sportową, Lipową w kierunku Babowa, dalej przez miejscowości Kępa, Baborówko, Baborowo, Pamiątkowo i z powrotem Baborowo, Baborówko, Kępa, ul. Lipową z metą przy Centrum Sportu Szamotuły. Na ostatnich 5 kilometrach wiał zimny wiatr, a ciut wolniejszych biegaczy na ostatnich kilometrach zaskoczył deszcz. Każdy uczestnik otrzymał pamiątkowy medal z motywem wieży ciśnień, takim jak na koszulce. Szczęśliwcy, którzy ukończyli bieg na miejscu 17, 37, 317, 477, 777 i 1077 wyjechali z Szamotuł ze sprzętem AGD. Asia półmaratonem w Szamotułach zdobyła Brązową Koronę Półmaratonów Wielkopolski.

Wyniki:
Joanna Witkowska 02:07:50

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bieg Barana

Waldek z Anią, w drodze powrotnej oraz w ramach delikatnego „rozbiegania” po przebiegniętych dzień wcześniej 53 km, postanowili pobiec Bieg Barana.  Była to druga edycja biegu. Biegu charytatywnego, podczas którego były zbierane fundusze na pomoc jednemu z mieszkańców Skrudziny – miejscowości w której odbywał się bieg. Biuro zawodów razem z depozytem i szatniami znajdowało się w Szkole Podstawowej w Skrudzinie. Po odebraniu pakietów, w oczekiwaniu na Bieg Główny połączony z Marszem Rekreacyjnym/ Nordic Walking, można było poczęstować się ciepłą herbatą. Bieg główny poprzedzały: Bieg Przedszkolaka, Bieg Dzieci oraz Bieg Juniora-  biegi na dystansach od 100 do 1000 m. Trasa biegu na dystansie ok. 7 km, miała przewyższenie ok. 150 m i prowadziła w większości ścieżkami oraz drogami leśnymi i polnymi. Drogi asfaltowe stanowiły niezbędne minimum. Punktem kulminacyjnym z niepowtarzalnymi widokami na góry Beskidu Sądeckiego były hale i polany na których prowadzony jest wypas owiec. Taśmy, które oznaczały przebieg trasy na tym odcinku, jak mówił Organizator, zostały dzień wcześniej zjedzone i trzeba było ponownie, w dniu biegu, je rozwieszać. Trasa oznaczona co kilometr z jednym punktem odżywczym na trasie. Tabliczki z zaznaczony kilometrami, utrzymane w klimacie biegu, z pięknymi czerwonymi rogami. Ania z Waldkiem pobiegli rekreacyjnie. Trasa najpierw przez ok. 2 kilometry prowadziła pod górkę a następnie przez pozostałe 5 km raz w górę, raz w dół. Waldek z Anią podczas biegu podziwiali widoki i robili sobie fotki na ich tle. Niektórych biegaczy to dziwiło i pytali się czy robią fotki czy biegają? ;-) Wiadomo jednak, że wynik nie jest najważniejszy … liczy się dobra zabawa i piękne widoki ;-). Po wspólnym, spokojnym wbiegnięciu na metę,  komentowano, że brak między nimi jakichkolwiek odruchów rywalizacji ;-). Każdy z zawodników przed biegiem otrzymał dwa numery startowe. Jeden z czipem a drugi, pamiątkowy, potrzebny przy otrzymaniu posiłku po biegu. Na posiłek ten, do wyboru, składały się: pierogi, baranina, żurek lub kiełbasa z ogniska. Dodatkowo można było skorzystać z ciepłej herbaty, placka, wody oraz coli. Wszytko to można było również kupić po 5 zł. Całe jedzenie było przygotowywane przez mieszkańców Skrudziny a wszystkie fundusze przekazane dla p. Józefa Szabli. Wszystko to działo się w Kompleksie Rekreacyjnym przy Szkole Podstawowej. Tam też, w ramach biegu, można było skorzystać z masaży, warsztatów „Pierwszej Pomocy” oraz obejrzeć pokaz gimnastyczny grupy UKS Champion & Dexter Kids. Podczas całej imprezy zbierane były fundusze do puszki dla wspomnianego p. Józefa. Po biegu odbyła się dekoracja oraz losowanie nagród. Co to były za nagrody … można było wygrać m. in.: worek jabłek, pufy, miód, „wejściówki” do zakładów fryzjerskich, kosmetycznych i wiele innych. Oprócz tego można było wylicytować koszulki oraz kubki z logo Biegu Barana. Podczas dekoracji zwycięzcy otrzymywali unikatowe dyplomy wykonane przez dzieciaki ze Szkoły Podstawowej w Skrudznie. w trakcie dekoracji oraz losowania nagród przygrywała kapela Howerna ze Skrudziny. Bieg, cała organizacja oraz atmosfera fenomenalne. Szkoda tylko, że to tak daleko …

wyniki:
Anna Niespodziana 00:46:10
Waldemar Grabiński 00:46:10

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

V Ultramaraton Bieszczadzki

V Hyundai UltraMaraton Bieszczadzki 7 października 2018 r. To Ostatni bieg „U Mirka” w tym roku. Anka i Waldek postanowili pobiegać samozwańczą triadę bieszczadzką. Po Zimowym Maratonie Bieszczadzkim, letnim Biegu Rzeźnika, przyszedł czas na jesienny UltraMaraton Bieszczadzki. Zimą 44.6km, latem 80km i teraz jesienią 53km, +/- 2000m. Oprócz biegu ultra – 53 km, odbyły się również biegi na dystansach: ok. 26 km, ok. 17 km oraz ok. 30 km – Maraton- Selekcja. Na dystansie 26 km atrakcją było zawiezienie uczestników biegu na start z miejscowości Cisna do Solinki. Zostali oni zawiezieni nie byle czym bo „bieszczadzką ciuchcią” czyli Bieszczadzką Kolejką Leśną. Budowa tej linii wąskotorowej została zrealizowana w latach 1895-1898. Zachęcamy wszystkich wybierających się w Bieszczady do skorzystania z tej atrakcji i przejazd kolejką. Trasa prowadzi przez las, przez miejsca wyglądające jakby znajdowały się na końcu świata, gdzie jedynym znakiem bliskości cywilizacji są tory, po których porusza się kolejka. Maraton-selekcja o dystansie ok. 30 km, to bieg upamiętniający płk Sławomira Berdychowskiego twórcę i pierwszego dowódcę Jednostki Wojskowej AGAT oraz kierownika pierwszej selekcji do JWA. Bieg ten, jest o tyle ciekawy, że zawodnicy nie wiedzą gdzie jest meta oraz jaki mają do pokonania dokładny dystans. Ogólny plan przebiegu trasy oraz przebieg konkurencji zostaje podany podczas odprawy technicznej. Dodatkowo każdy zawodnik zobowiązany jest posiadać plecak o minimalnej wadze 10 kg na całej trasie biegu. Ważenie plecaków następowało na starcie i na mecie. Ania z Waldkiem nie  podjęli tego wyzwania i pobiegli swoje 53 km. Trasa biegu rozpoczęła się w Cisnej i przebiegała, fragmentem Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej w stronę Ustrzyk Górnych (ok. 1km), następnie obok bazy ZHP do stokówki biegnącej zza Przysłupa w stronę Majdanu (ok. 3km). Stokówką do Majdanu i dalej lekko pnącą się pod górkę drogą aż do Przełęczy nad Roztokami Górnymi (ok. 14km). Dalej na szlak graniczny w kierunku na Balnicę. Przed Balnicą zbieg z pasma granicznego w kierunku na Solinkę (ok. 27km) i ok. 3km bieszczadzkim szutrem w kierunku Żubraczego obiegając masyw Hyrlatej, na który za chwilę będziemy się wspinać. W okolicy Żubraczego niebieskim szlakiem turystycznym wspinamy się na Berdo (1041m n.p.m.). Z Berda na Hyrlatą (1103m), Rosochę (1084m) i zbieg do Roztok Górnych (ok. 40km). Z Roztok jeszcze raz asfaltem na przełęcz nad Roztokami (ok. 41km, 801m n.p.m.) i znowu wbiegamy na górski niebieski szlak graniczny, tym razem wspinając się na Okrąglik (1101m). Na Okrągliku żegnamy się z niebieskim szlakiem i skręcamy w lewo w kierunku Cisnej. Czerwonym szlakiem podbiegamy na Jasło (1153m n.p.m.), na Szczawnik (1098m) i na Małe Jasło (1097m), następnie zbiegamy do Cisnej, aż do mety w pobliżu stadionu Orlika. Punkty kontrolne:  Roztoki I (12km), Solinka (26km), Roztoki II (38km). Limit na pokonanie trasy 9 godzin. Jesienne Bieszczady to cudowne widoki w bezkres wybarwionych gór. Na biegu początkowo padało jednak wychodziło i słońce, które rozświetlało jesienne barwy, którymi do woli mogliśmy się zachwycać. Trasa prawie całkowicie w błocie, nam to nie przeszkadzało. Hyrlata i Okrąglik tradycyjnie dały w kość. Na mecie: piwo, cola, grzaniec ;-) i posiłek regeneracyjny. Samo błoto było wszechobecne i nawet utrudniało przebranie się i wejście do auta. Bieg udany, wracamy zadowoleni.

wyniki:
Waldemar Grabiński 07:02:51
Anna Niespodziana 07:48:24

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

Czwartkowy trening

Dzisiaj, jak co czwartek, pobiegaliśmy wspólnie po mieście. Pogoda iście jesienna: ciepło ale tez i deszczowo. Z uwagi na to, trasa była umiarkowanie krótka ok. 5 km, tempem 5:45. Mamy nadzieję, że 4 listopada, podczas 3. Rogozińskiego Półmaratonu Przemysła, pogoda będzie o wiele ładniejsza i że podczas biegu przyświecać będzie nam jesienne słońce, dzięki czemu w pełni będzie można podziwiać jesienną Buczynę. Zapraszamy wszystkich chętnych na wspólne treningi w każdy czwartek o godz. 18 pod Orlikiem. W tym tygodniu kibicujemy: Ani i Waldkowi, którzy pobiegną Ultra Maraton Bieszczadzki i Bieg Barana oraz Asi, Danielowi i Adrianowi, którzy w Szamotułach pobiegną półmaraton.

Opublikowano Treningi | Skomentuj

Półmaraton Kłodzki – Pokonaj Twierdzę

W pierwszy weekend października Waldek z Anią udali się do Kłodzka aby wziąć udział w Festiwalu Biegów Ziemi Kłodzkiej. W ramach Festiwalu odbyły się biegi na dystansie: półmaratonu, dziesiątki, piątki oraz bieg Malucha na dystansie 200 m. Odbiór pakietów, niby normalnie, na stadionie … ale Organizator, jak sam powiedział, wszystko przewidział, tylko nie to, że podczas pracy Biura zawodów, na stadionie odbędzie się mecz piłki nożnej. W związku z tym stadion został ogrodzony a pakiety startowe wydawane były przez płot. Zdarzały się akcje, że biegacze chcąc odebrać pakiet przechodzili przez płot i wtedy byli oni gonieni przez firmę ochraniającą mecz. W pakiecie można było znaleźć m. in.: koc, bidon, ręcznik, smycz oraz standardowo numer, agrafki, chip itp. Start zaplanowano na godz. 10:30. Z uwagi na „gadatliwość” Organizatora ;-) został on lekko opóźniony. Przed startem odbyła się również krótka rozgrzewka oraz odprawa. Jako pierwszy startował półmaraton, następnie dycha a na końcu piątka. Trasy wszystkich biegów mniej więcej przebiegały podobnie. Półmaraton, w którym wzięli udział Ania z Waldkiem, przebiegał ulicami Kłodzka i okolicami miasta, a dokładniej  ze Stadionu KCKSiR, gdzie już na pierwszym kilometrze biegacze się lekko zagubili i pomylili trasę ;-), ulicami: Sportowa, Korczaka, Kusocińskiego, Promenadą, przez Most Żelazny, Grottgera, Most św. Jana, pl. Chrobrego, gdzie można było podziwiać piękny Ratusz, Armii Krajowej, Tumska do Twierdzy Kłodzko przez którą przebiegaliśmy, następnie ulicami Nowy Świat, Nadrzeczna, Półwiejska do miejscowości Ścinawica i Młynów. Tam następowała nawrotka i powrót tą samą droga z ta tylko różnicą, że przez Twierdzę przebiegaliśmy korytarzem nie udostępnionym do tej pory zwiedzającym. Trasa bardzo nietypowa, nie był nastawiona na szybkie bieganie i „życiówki” o czym już przed biegiem mówił organizator. Na trasie były schody, ostre zakręty, i .. wspomniana twierdza. Samo motto biegu brzmiało „Pokonaj Twierdzę” Tym dokładnie wyróżnia się od typowych półmaratonów i zapewne za rok przybędzie tam biegaczy. Na trasie punkty kontrolne i odżywcze na których można było zjeść banana czy napić się wody lub izotoniku. Zarówno Ania jak i Waldek pobiegli rekreacyjnie. Trasa po mieście atrakcyjna poza miastem już trochę mniej ciekawa. Najważniejsze, czyli centrum miasta z Ratuszem, można było podczas biegu podziwiać. Po biegu biegacze otrzymali ciekawe medale oraz ciepły posiłek w formie makarony ze szpinakiem. Po biegu odbyła się dekoracja. Najpierw zaczęto od dzieci, które po wejściu na scenę otrzymały medale oraz pakiety startowe. Następnie dekorowano piątkę, dziesiątkę i na końcu półmaraton. Organizacja biegu bardzo udana, cały bieg w pięknym słońcu, po nawrocie pod wiatr. Zachęcamy wszystkich do wzięcia udziału w kolejnych edycjach.

wyniki:
Waldemar Grabiński 02:02:01
Anna Niespodziana 02:09:41

Opublikowano Wydarzenia | Skomentuj

II Bieg na rzecz Ekonomii Społecznej

20170930_092354 20170930_114336

W sobotni poranek Asia i Daniel pojechali do Poznania, aby wziąć udział w II Biegu na Rzecz Ekonomii Społecznej. Organizatorem zawodów była Fundacja Pomocy Wzajemnej Barka – Wielkopolskie Centrum Ekonomii Solidarnej a wydarzenie miało na celu zwiększenie świadomości na temat przedsiębiorczości społecznej. Bieg bezpłatny, kameralny, bo na liście widniało zaledwie 100 nazwisk.
Pakiet startowy nietypowy, bo oprócz numeru startowego, batonika i wody znalazły się w nim nasiona kiełek, trawy, cebulki tulipanów i torba ekologiczna. Start biegu zaplanowano na godz. 9.00, a trasa prowadziła miejscami historycznie związanymi z przedsiębiorczością społeczną – Wartostradą po ścieżce pieszo-rowerowej, ul. Hlonda po ścieżce pieszo-rowerowej oraz odcinkami ul. Bydgoskiej i Gdańskiej.
Na mecie czekał medal i bogaty posiłek: krem z dyni, makaron, placki, paszteciki z pieczarkami, paszteciki z mięsem, kawa, herbata. Z tych pyszności skorzystała tylko Asia, ponieważ Daniel jechał nad Maltę na kolejny bieg „ZaBiegaj o Fundusze”.
Wydarzeniu towarzyszył Kulinarny Dzień Ekonomii Społecznej oraz Targi ES. Można było zakupić wyroby przedsiębiorstw społecznych mi.n. rękodzieła. Odbyły się także prezentacje prozdrowotne oraz pokazy fitness.
Wyniki są troszeczkę niewspółmierne, ponieważ trasa okazała się kilkaset metrów krótsza niż 5 km, ale nasi klubowicze wracają zadowoleni, bo najważniejsza jest zabawa :-)

Wyniki:
Daniel Biniek 00:20:42
Joanna Witkowska 00:22:01

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj