Transylvania One Hundred

Jest to najdłuższa relacja, bo bieg najtrudniejszy w jakim wystartowaliśmy, najciekawszy i działo się tyle że, warto to opisać oraz udowodnić, że biegi ultra to wielka przygoda, którą się na zawsze pamięta.
Transylvania One Hundred. Mountain Ultra 107km z przewyższeniami +6450m / -6460m. Niesamowita i jednocześnie ciężka biegowa przygoda w Karpatach Południowych. Bieg w górach Bucegi –  paśmie górskim w centralnej Rumunii, na południu Wyżyny Transylwańskiej. Góry w części są niczym Tatry ale też przypominają inne pasma które możemy odwiedzić w kraju. W całości są wyjątkowe a miejscami unikalne. Pasmo z najwyższym szczytem Omu mierzącym 2505 m na który „wdrapywaliśmy się” dwukrotnie – rożnymi trasami. Po sprawnym odebraniu pakietów w Bran dowiedzieliśmy się o małej zmianie trasy biegu, zmianie spowodowanej powalonymi drzewami, które mogły stwarzać niebezpieczeństwo podczas biegu w nocy. Bieg 100km sklasyfikowany jako bardzo trudny z wyceną 5pkt UTMB. W tym dniu w Bran startowały 4 biegi: na 20, 30 50 i 100km. Łącznie wystartowało 710 zawodników. Na najtrudniejszej trasie stanęło 153 biegaczy, na sama metę dotarło 109. Bieg 100k jest na tyle sławny, że ściągnął zawodników dosłownie z całego świata. Warto wymienić, że wśród takiej garstki ultra znaleźli się biegacze z: Rumuni, Izraela, Szwajcarii, Słowacji, Rosji, USA, Argentyny, Korei Północnej, Czech, Mołdawii, Irlandii, Bułgarii, Włoch, Belgii, Francji, Portugalii, W. Brytanii, Norwegii, Niemiec, Węgier, Grecji, Meksyku i oczywiście kilku z Polski a wśród nich Ania i Waldek z Rogozińskiego Klubu Biegacza. To się nazywa międzynarodowe towarzystwo ;-) Start biegu spod zamku Drakuli z Bran (oficjalnie jednak Bran przywłaszcza Drakulę, bo prawdziwy zamek stoi przy trasie transfogarskiej) tam też znajdowała się meta. Wystartowaliśmy o 5 rano (strefa czasowa -1), już ten fakt mówił, że czeka nas najtrudniejszy bieg. Znając profil trasy i limit mieliśmy świadomość biegu cały dzień i całą noc … Ruszyliśmy, chwilę w Bran i od razu w górę z poziomu 750m przez 7,5km na wysokość 2250m ;-) Jeśli ktoś chodzi po górach będzie miał realną wizję tego wzrostu wysokości. Następnie karkołomne zbiegi do pierwszego CP (punkt kontrolny) Malaiestii. Dalej pierwszy atak na Omu, trudno to opisać. Wspinaczka przez dwa piętra górskie i drapanie się w śniegu po linach na grań (kąt ponad 60%), to trochę jak treking w górach, jednak …. to wyścig! Na wysokości ok 2300 zupełna zmiana pogody, mgła, potężny wiatr, chłód. Jest Omu, wys. 2505m to przecież wyżej niż Rysy w Tatrach! Dalej zbieg na wysokość 1730m tu można było trochę nadrobić, na dole CP Pestera, pogoda znów fajna. Mamy spory zapas w limicie czasowym, ponad 3h. Za tym punktem „niestety” kolejny atak na Omu, zupełnie inna trasą, teraz trochę łagodniejszą jednak do pokonania 800m wzniesienia na ok 8km trasy. Na górze kolejne załamanie pogody, tym razem zastała nas burza z gradobiciem, zrobiło się niebezpiecznie. Kilku zawodników przerwało bieg i pochowało się pod skałami. My nie tracąc czasu kontynuowaliśmy „atak” na Omu. Przed samym szczytem, było takie zamglenie, że nie widzieliśmy trasy, jednak wolontariusze gwizdkami naprowadzali na kolejne CP Omu II na którym zastaliśmy „odhaczeni” i mogliśmy zacząć zbieg. Grad, wiatr, ziąb dały w kość. Przed Omu biegła z nami spora grupka zawodników, na zbiegu zostaliśmy w 5ciu i tak już było prawie do mety chociaż to dopiero 35km biegu. To zbiegamy, zygzakami, trawersami, górskimi ścieżkami, nieraz łagodniej, częściej karkołomnie, na kolejne CP Bustenii na wysokość ok 900m to chyba najbardziej męczące „w dół” 11km z deniwelacją 1600m :-) Na punkcie uzupełnienie picia i jedzenia …. i w drogę. Znów, w górę … na początek stok narciarski a za nim tylko gorzej ;-) podejście na 2000m często po łańcuchach i linach, bardzo męczące. U góry CP Piatra Arsa 53km za nami i 3,30h zapasu w limicie. Tu przed nami ukazał się osławiony płaskowyż gór Bucegi, coś pięknego na tej wysokości pofałdowany ogromny płaskowyż, no i czas zachodu słońca, właśnie na tej wysokości, tak, pogoda taka, że oczy cieszyło, cudo! Na tym punkcie kontrolnym postanowiliśmy zbudować „mini koalicję” na nocną część biegu. Góry w Rumuni są dzikie, już przed biegiem ostrzegano przed niedźwiedziami i innymi zwierzętami, stąd też w pakiecie dostaliśmy gwizdki by w nocy robić hałas. Tak więc dalej pobiegliśmy w trójkę, dołączył do nas Czech Daniel z którym dobiegliśmy do samej mety, wspierając się jego GPS’em i wspólnym doszukiwaniem trasy w nocy ;-) Biegniemy dalej, płaskowyżem, delikatny zbieg po trawach, wzdłuż taśm do wąwozu w którym zawile płynie potok. To ultra … po co brzegiem, potok forsowaliśmy ponad 10 razy, raz Anka nawet do niego wpadła ;-) Robi się szaro, biegniemy do kolejnego CP Bolboci, które zlokalizowane jest nad pięknym jeziorem na dole. Dobiegamy już po zmierzchu, znów w deszczu … Na tym CP zaplanowano pasta patry. Przykryci kocami pojedliśmy trochę, wypiliśmy kawkę, herbatę i w drogę. Za nami ruszyło 4 biegaczy w ekipach. Teraz delikatnie pod górę i 20km do kolejnego CP, głównie niewygodną trawiastą trasą. Tu warto podkreślić nieznany nam sposób oznaczenia trasy, mianowicie ledowe lampki (jak rowerowe) czerwone i białe, które migotały, tworząc z góry ciekawy widok na sporą cześć trasy ;-) Na tym odcinku bieg polegał na bieganiu od lampki do lampki. Po ciekawym zbiegu trawami docieramy do CP Moieciu de Sus, a tu ciepłe picie, trochę jedzenia, napełnienie bidonów i … w drogę. Do kolejnego CP Polana Gauara po drodze świt i niezapomniane widoki z poziomu 1750m na otaczające góry. Czyste niebo, bardzo zimno, u góry znów wieje … ale te widoki! Docieramy do CP, odhaczeni, ostatnie ok 10km. Jeszcze chwila w górę i zbieg, ostry zbieg, 8km stromo w dół, mięśnie już zamęczone, wyczerpanie, kąt zbiegu i błoto nie pozwala na dobre tempo … robi się ciepło, walczymy ;-) Wybiegamy wreszcie z gór, normalna droga uf zbiegamy szybciej, po drodze wyprzedzamy czwórkę Niemców ;-) dalej w dół … ku zdziwieniu 2k przed meta zakręt w lewo, znów cross błotny, jeszcze dwie górki. To ultra, nie może być łatwo na końcu … po 10km zbiegamy, wreszcie Bran, chwila w dół i dobieg do zamku, na metę! Uf, koniec! 2h przed limitem, 8h przed ostatnim sklasyfikowanym ze względu na trudne warunki na trasie.  Od świtu piękna słoneczna pogoda ;-) Kolejny ultra ukończony ;-)
Na biegu? Wyposażenie obowiązkowe: czapka, rękawiczki, wodoodporne spodnie, dodatkowy ciepły długi rękaw, czołówka, gwizdek, kompas, gps, telefon, apteczka, 250g pożywienia, 1 litr picia (jak to się ma do butów ważących 280gram? ;-). Trasa: skały, trawy, śnieg, mnóstwo błota, trawersy, łańcuchy, liny … karkołomne zbiegi i mordercze podejścia. Pogoda trudna, deszcze, grad, mgły, burza, mocne wiatry, nocą ładnie ale zimno, rano bardzo zimno i aż 2 godz słońca (ciekawe czy w upale było by lżej?). 2 razy świt i 1 zachód słońca. ponad 28h na trasie. Na punktach: wszystko co potrzebne na ultra, (ciekawostką ogórki i chipsy ;-) ). Zachód i wschód słońca na tych wysokościach – bezcenne! Rumunia? Przepiękny kraj i bardzo przyjaźni ludzie. Atmosfera na biegu genialna! Na koniec, trudno taki bieg polecać, nie tylko dlatego, że to daleko, do takiej walki trzeba być dobrze przygotowanym i nieźle zdeterminowanym. Ale warto, warto to przeżyć!


Wyniki:
Anna Niespodziana 28:33:08
Waldemar Grabiński 28:33:08

mini galeria z trasy:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz