TUT – Trójmiejski Ultra Track Zima 2017

TUT – Trójmiejski Ultra Track Zima 2017. Ultramaraton na dystansie 65km, bieg nad morzem o charakterze górskim i to bez przesady. Suma przewyższeń to ok +1500m/- 1500m, bieg w którym można zdobyć 1pkt ITRA czyli International Trail Running. Takie punkciki są potrzebne by startować w dłuższych biegach górskich jak i w tych prestiżowych. Potwierdzają one, że zawodnicy nie są przypadkowi i zdołają podołać z dystansem jak i przewyższeniami. W tegorocznej edycji biegu udział wzięli klubowi długo…dystansowcy Ania i Waldek, którzy w tym sezonie postanowili pobiegać trudne zimowe biegi górskie. TUT w tym roku okazał się naprawdę wymagającym biegiem. Waldek biegł w 2016 roku w zupełnie innej scenerii, bardziej jesiennej. Teraz mierzyliśmy się z trasą, którą można opisać w czterech słowach: lód, śnieg, błoto i oczywiście górki. To wszystko w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym który rozciąga się na północno-wschodnim fragmencie wysoczyzny morenowej Pojezierza Kaszubskiego. Wschodnia część, którą również biegliśmy charakteryzują głęboko wcięte doliny, duże deniwelacje dochodzące do 80 m (przy nachyleniu zboczy do 40%). Pogoda na biegu była idealna, +5st i zachmurzenie. Może to dziwne, ale na śniegu biegło się najlepiej, szkoda tylko, że tego typu trasy było najmniej ;-) Przeważał lód, … który staraliśmy się ominąć bokami. Całe szczęście, że nasze buty trailowe dobrze radziły sobie z błotem (tego na trasie nie brakowało), utrudniało jednak strome zbiegi. Postanowiliśmy bieg pokonać wspólnie i nawet „nieźle”, Waldek miał lekki kryzys około 20km ;-), Ania około 40km, dalej już wspólnie walczyliśmy ;-) zwłaszcza 5km przed metą, kiedy załączyła się nam rywalizacja. Widząc słabsze grupki postanowiliśmy „zaatakować”, tym sposobem udało się wyprzedzić ok. 30 biegaczy ;-) Oczywiście na takim dystansie to trochę jak forma rozrywki dla tych, którzy zachowali więcej sił ;-) Bieg okazał się naprawdę wymagający jednak widoki na trasie pozwalały zapomnieć o trudzie. Warto też dodać, że rozmieszczenie punktów na takich biegach jest trochę inne niż na tych ulicznych. Wymaga to, by biegacze prócz wyposażenia obowiązkowego (telefonu, kurtki przeciwwietrznej, czołówki, folii NRC) w plecaku mięli też zapas „jedzenia” i picia. Na TUT pierwszy punkt był na 23km, kolejny na 43 a ostatni na 55, za to każdy z nich świetnie zaopatrzony w stylu „ultra”: drożdżówki, rogale, pączki, krakersy, żelki, magnez, pomarańcza, woda, izotonik cola, która bynajmniej dla nas była podstawą ;-) Na 43km na punkcie dla zmarzniętych lub … dodatkowym bonusem była pigwówka i rum ;-) a na 55km dla głodnych pyszna zupa. Na koniec – zapraszamy naszych biegaczy na kolejną edycję, progres widać.

wyniki:
Waldemar Grabiński08:47:56
Anna Niespodziana 08:47:57

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz