TUT – Trójmiejski Ultra Track – Zima

Trójmiejski Ultra Track – Zima, to dla mnie 2 ultramaraton, a jednocześnie  najdłuższy dystans na jaki się zdecydowałem i to w trudnym terenie. 65km na trasie crossowej, w terenie iście górskim, przewyższenie +1400m. Ta suma podbiegów też jest dla mnie rekordowa i sporo przebiła Maraton Podhalański czy Półmaraton Gór Stołowych. Trudność na biegu sprawiał nie tylko dystans a liczba stromych podbiegów i zbiegów. Cytując organizatora: …”TUT, czyli górski ultramaraton nad morzem … Trasa poprowadzi przez Trójmiejski Park Krajobrazowy. Szlaki ukształtowane przez lądolód i morenowe wzgórza przyciągają do parku amatorów długiego wybiegania. Morenowe wzgórza Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego stanowią większe wyzwanie niż mogłoby się wydawać. – To w ogóle nie będzie łatwa trasa. Zwłaszcza ostatni odcinek, jakieś 6-7 km przed metą może zaskoczyć nawet wytrawnych biegaczy. Niektóre zbiegi i podbiegi będą bardziej strome niż te, które można spotkać w Bieszczadach. Myślę, że dużo osób będzie zaskoczonych zróżnicowaniem krajobrazu. Są tam takie nachylenia, że po prostu nie da się normalnie zbiec, one wymuszają spokojniejsze tempo”
Na całej trasie wyznaczono 3 punkty odżywiania które też były punktami kontrolnymi z limitem czasowym 1: 22km -3:30h, 2: 41km -7:00h 3: 51km -9:00h meta: 65k -12:00h, tak więc nie ma tak dobrze jak na biegach ulicznych … Sobota, pobudka 0 4,50 (dla mnie to kolejna trudność), łazienka, śniadanie, ubranie, wyposażenie obowiązkowe i na start, brrr ciemno, zimno. Start 6 rano, z czołówkami i od razu w las, na stromy podbieg, chwilę później spory zbieg, i znów podbieg, i zbieg, chwila prostego i podbieg i … 22km, półmaraton poszedł w 2.04, nie jest źle, na punkcie, rodzynki, ciepła herbata, zimna cola, do butelki pol litra coli na plecy i biegniemy dalej ;-) chwila prostego, i podbieg, zbieg i … 41km, na punkcie powtórka z rozrywki plus drożdżówki czas 4,24, jest dobrze. Biegniemy, teraz cały czas podobny teren ale coraz stromiej, ostatni punkt 51km. Monotonia ;-) rodzynki, drożdżówka herbata cola … czas 5.39. To biegniemy, tyle że według informacji został najtrudniejszy odcinek. Racja! Pod górę ciężko już było nawet wejść … zbiegi, wręcz karkołomne, ratowały tempo, tak z 10 razy i … wybiegamy zza zakrętu a tam widać metę … kto by pomyślał, że zachce się jeszcze sprintować z radości … ;-) Jest! przed spodziewanym 8h, 102 na 220 biegaczy. Tak, nie da się opisać co się dzieje w głowie po przebiegnięciu takiego dystansu, zmęczenie przegrywa z radością. Atmosfera? Ci którzy biegają „Warta Challenge” już ją znają. Na trasie każdy jest życzliwy, zmęczony ale uśmiechnięty. Pierwszy raz na mecie był grzaniec, płyny trzeba uzupełniać ;-). Podsumowując: Super bieg, trasa i ludzie. Zimowy bieg, bez śniegu, z mroźnym powietrzem. Poczułem się jak w górach a przecież byłem nad morzem.

wynik
Waldemar Grabiński 07:47:03

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz