Ultra Janosik – Legenda 100km

Ultra Janosik – Legenda 100km. To jeden z tych biegów na który Anka i Waldek długo wyczekiwali (rok wcześniej, z uwagi na nieprzewidziane okoliczności, musieli odpuścić sobie ten bieg). W ramach imprezy odbywały się też biegi na krótszych dystansach: Ultrajanosik 10km – Ledwo Dycha, Ultrajanosik 30+ – Zbójnicka Śleboda, Ultrajanosik 50+ – Spiska Pętla, Ultrajanosik 75+ – Pomsta Janosika i 100km – Legenda, której trasa wytyczna była na terenie Słowacji (pasmo ochronne PIENAP oraz TANAP) i Polski. Starty biegów z rożnych miejsc a meta wszystkich w Zespole Rekreacyjnym Polana Sosny w Niedzicy. Klimat ultra … w piątek o godzinie 20.00 obowiązkowa odprawa, na której dowiedzieć się można było dosłownie wszystkiego o trasie i o tym, co i gdzie można spotkać na trasie. Organizator, dosłownie kilometr po kilometrze, tłumaczył całą trasę dla wszystkich dystansów.  Mówił, że nikogo z trasy nie zamierza zabierać i każdy ma walczyć do końca, aby bieg na swoim dystansie ukończyć. Niestety, w wielu przypadkach, musiał zrobić inaczej. Sobota godzina 04:45 wyjazd autokarów na miejsce startu – Štrbské Pleso – Słowacja ;-) Tak, ten bieg prowadzi przez: Tatry Wysokie, Tatry Bielskie, Pieniny, Magurę Spiską i Spisz. 100km+ (7km), deniwelacja +4811m/-5641. (foto z trasy, szlak na Rohatkę) Jan Haręza) Oczywiście, by móc się zapisać na ten bieg, trzeba było przy rejestracji wykazać się zdobytymi 9 punktami ITRA, czyli mieć za sobą przynajmniej 2 biegi górskie na podobnym dystansie w 2 latach poprzedzających. Start: 7 rano. Trasa: Słowacja … Štrbské Pleso 1386m – Popradské Pleso 1494m – Sedlo pod Ostrvou 1966m – Batizovské Pleso 1879m (staw u stóp Gerlachu) – Velická Dolina – Poľský Hrebeň 2200m – Prielom (Rohatka 2288m – to najwyższy i technicznie najtrudniejszy punkt biegu) – Veľká Studená Dolina – Skalnaté Pleso 1751m – Sedlo pod Svišťovkou 2023m – Chata pri Zelenom Plese 1550m – Kopské Sedlo 1750m – Široké Sedlo 1826m do Ždiaru, na 47km wybiegliśmy z Tatr. Dalej, Magura Spiska (kraina Łemków), Magurka 1196m – dalej górami po Pieninach i Spiszu z PK w Veľká Franková – Kacwin – Łapszanka – Trybsz – Dursztyn, (stąd drapaliśmy się na górę Żar – tylko 883m, mordęga na maxa) przez Niedzicę Zamek na metę w Sromowcach Wyżnych. Na starcie wielu znajomych, po drodze nowi znajomi. Tu wielkie podziękowanie dla Ani, Kamila i Andrzeja z którymi Anka i Waldek wspólnie walczyli wiele kilometrów. Razem szybciej uciekały kilometry, razem lepiej się wspieraliśmy. Technicznie: limit czasowy biegu 36 godzin. Limity pośrednie: Śląski Dom 12km do godziny 11:00 – to 4 godziny biegu (my byliśmy tu o 9:14 i już wypracowaliśmy zapas). Kolejny Rainerova Chata 22km do godziny 14:00 – 7 godzin biegu (my byliśmy o 12:25, mamy zapas). Chata Pri Zelenom Pleso 30km do godziny 17:00, 10 godzin biegu (my … 15:02 ten punkt był na 35km) dalej przez Tatry Bielskie do PK Zdziar Pension Zdziar na 42km do 21:00, 14 godzin biegu (my 17:30, zapas rośnie). PK Kacwin Pensjonat Spiski 56km do godziny 24:00, 17 godzina biegu (tu mamy przepak, my przybiegliśmy po 12 godzinach i 42 minutach – zapas rośnie). Około 20:13 mijamy granice i wbiegamy do Polski (na odprawie organizator prosił by kategorycznie do 24:00 opuścić Słowację- nam się udało ;-)). Następny PK Łapszanka 66km do 02:00, 19 godzina biegu (był ok 70km, my dobiegliśmy po 17 godzinach 30 minutach, zapas zmalał). Ostatni PK Dursztyn OSP 82km do 04:30, 21:30 godzin biegu i Meta Polana Sosny 100km do 07:00,  czyli 24 godziny biegu ( my kończymy bieg z czasem 22:34:25). Punkty odżywcze rewelacyjne …. rozmieszczona tak, że biegacz nawet się nie obejrzy a tu juz następny punkt. A na nich full wypas: cola (na Słowacji oczywiście Cofola ;-)), owoce, słodycze, izotonik, ciepłe posiłki, herbata, uśmiech, serdeczność, życzliwość, pomoc i czego tylko wymęczona dusza zapragnie ;-). Dodatkowo, aby ułatwić biegaczom dotarcie do tych punktów, w nocy zostały wzdłuż trasy poustawiane świecące kolorowe lampki. Były one poustawiane kilkaset metrów przed punktami. Pogoda na biegu nie rozpieszczała. Po starcie i na odcinku Tatrzańskim była mglista i … optymalna pogoda do biegania. Niestety nie pozwalała podziwiać najpiękniejszej części trasy. Wilgotne kamienie bardzo utrudniały zbiegi na tym technicznym odcinku trasy. Nie obyło się bez licznych poślizgów, obtarć i upadków. Później był Polski Grzebień i Rohatka, na których to podejściach pojawiły się łańcuchy i klamry. Nie wszyscy biegacze radzili sobie na tych odcinkach. Część z nich, biegnąc z kijkami, miała utrudnione zadanie. Ania z Waldkiem trochę już po górach chodzili więc nie mięli tam większych problemów i była to dla nich bardziej frajda i atrakcja niż utrudnienie. Po wejściu na Rohatkę, dosłownie dwie sekundy oddechu i – dla odmiany- droga w dół. Na tym odcinku nie było mowy o zbieganiu. Luźne, niewielkie kamyki oraz dosyć ostry kąt nie pozwalały na to. Trzeba było nie za szybko, częściowo na tyłku schodzić z góry bo o poślizgnięcie się nie było trudno.  Na trasie liczni turyści dopingowali nas i zachęcali do biegu. W dalszej części, w Tatrach Bielskich, gdzie przebiegli już biegacze dystansu 75km, zbiegi były bardzo utrudnione, pod mocnym kątem, całe w kamieniach i błocie. Tu, zamiast nadrabiać tempem, walczyliśmy z równowagą ;-). Na tym odcinku trasy „budujemy” drużynę i razem ze wspomnianymi już: Anią, Kamilem i Andrzejem Waldek z Anią wspólnie przebiegają wiele kilometrów. Razem przebiegają przez potok, który znajduje się tuz przed przepakiem na ok. 56 km. Na przepaku nie każdy jednak ma buty na zmianę i część biegnie w mokrych butach, czego po rozgrzaniu w czasie biegu nie odczuwa się za bardzo. Wspólnie tez przekraczają granicę Słowacji i wbiegają do Polski, gdzie przy słupku granicznym robią sobie wspólne zdjęcie … jak wygnańcy powracający po długiej podróży do kraju … ;-). Na ostatnim odcinku drużyna rozdziela się i każdy biegnie swoim tempem. biegnie to grubo powiedziane bo przed nami góra Żar. To górka o wysokości  „tylko” 883 m. Jednak ze strony z której pod nią podchodzimy (co tez jest grubo powiedziane) ma ona dosyć ostry kąt, jest błoto, przebiegli tu przed nami biegacze ze wszystkich pozostałych dystansów, pada deszcz i jest ciemno. Przed nami widać tylko czołówki innych biegaczy. Żeby je jednak zobaczyć trzeba dosyć mocno zadrzeć głowę … a to oznacza tylko jedno … łatwo nie będzie. I tak też jest. Środkiem nie można podejść ponieważ błoto powoduje, że po trzech krokach biegacz ześlizguje się do punktu wyjścia. Trzeba bokiem. A tam osty. Nie ma się czego chwycić i właściwie na czworakach pniemy się pod górkę. Po zaciętej walce udaje się nam dostać na górę. Ufff. Teraz już z górki do mety. Od około godziny 20stej zaczęło padać … czasami dość intensywnie i tak aż do końca wyścigu. Deszcz i temperatura w nocy spowodowała, że wielu biegaczy z wyziębienia postanowiło zrezygnować z biegu. My ubraliśmy spodnie wodoodporne, kolejną warstwę termiczna i 8h nocą w górach i deszczu … do mety. Tu dokładnie sprawdza się fakt wymagania od biegaczy ultra wyposażenia obowiązkowego. My musieliśmy posiadać: plecak biegowy lub nerkę biegową mieszczącą cały sprzęt obowiązkowy, pojemnik lub bidony na wodę o pojemności min 1 litra, kubek na napoje (organizator dopuszczał użycie bidonu), latarkę czołówkę wraz z kompletem zapasowych baterii, czerwone światło pulsacyjne umieszczone z tyłu, np. na plecaku biegowym włączone o zachodzie słońca (godz. 20:00), włączony i naładowany telefon z aktywnym roamingiem, wykaz numerów telefonów alarmowych – przekazany przez Organizatora w pakiecie startowym, ważny dowód osobisty lub paszport, dodatkowe ubezpieczenie obejmujące akcję ratowniczą po stronie słowackiej na cały czas trwania zawodów rozgrywanych na terenie Słowacji, organizator dopuszcza posiadanie aktualnego ubezpieczenia Alpenverein lub PZU Bezpieczny Powrót, folia NRC, czapkę lub chustę typu buff, kurtkę wiatroodporną, obuwie przeznaczone do biegów górskich, gwizdek, bandaż elastyczny oraz opatrunek jałowy, numer startowy (przymocowany z przodu na klatce piersiowej lub pasie widoczny przez cały czas trwania zawodów), mapę trasy zawodów – przekazaną w pakiecie startowym przez organizatora, gotówkę w wysokości 15 €. Na tym biegu dosłownie wszystko uzasadnione. Na mecie byliśmy przed 6 rano, powitani przez samego organizatora Sławka, który całą noc i jeszcze pół dnia czekał aż ostatni zawodnik dobiegnie na metę. A tam … medale, piwo i … na rozgrzewkę herbata, ciepły posiłek, słodkie, wszystkiego pod dostatkiem. Wszystko pięknie, tylko że po takim biegu zmęczenie i wyziębienie nie pozwoliło na wiele. Marzyliśmy tylko by się wykapać ciepło ubrać i spać ;-) Anka na biegu wywalczyła I miejsce w swojej kategorii wiekowej senior. A ostatni zawodnicy, pomimo tego, że przybiegli po limicie zostali powitani szampanem! Podsumowując: wspaniały bieg z perfekcyjna organizacją z niesamowitą trasa. Warto! Ultra! Trzeba być, przeżyć, doświadczyć.

wyniki:
Anna Niespodziana 22:34:25 I msc. kat. wiekowa
Waldemar Grabiński 22:34:25

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz