Ultramaraton Crossowy GWiNT 110km

Marzenia się spełniają! Tak, po maratonie chciałem iść dalej i biegać ultra, pobiegłem, najpierw 50km, później 65km i wreszcie… po jednym niepowodzeniu, to o czym marzyłem, 100km a dokładniej? Ultramaraton Crossowy GWiNT 110km ukończony!
GWiNT Ultra Cross to pierwszy zorganizowany w Wielkopolsce ultramaraton o charakterze przełajowym, którego trasa przebiega w głównej części ścieżkami leśnymi. Trasa ze sporym przewyższeniem oraz niezliczonymi podbiegami i zbiegami, a odcinki asfaltowe ograniczone są do niezbędnego minimum. Bieg rozgrywany na trzech dystansach: Mały GWiNT o długości około 55 km ze startem w Wolsztynie, GWiNT Normal o długości około 110 km ze startem w Grodzisku Wielkopolskim i Super GWiNT o długości około 100 mil, tj. 161 km ze startem w Nowym Tomyślu. Zróżnicowana godzina startów pozwala na zmiksowanie się zawodników w czasie biegu, bo meta dla wszystkich jest jedna, w Nowym Tomyślu i „czynna” ;-) do 21szej 7 maja. LImity czasowe dla dystansów: dla 55km – 9 godzin, dla 110 – 18 godzin, dla 161km – 27 godzin. Jeszcze jedno o nazwie GWiNT to skrót do pierwszych liter trzech powiatów – grodziskiego, wolsztyńskiego i nowotomyskiego – przez które przebiega trasa ultramaratonu.
Do Nowego Tomyśla dojechałem o 21stej i od razu udałem się do biura zawodów, oczywiście jak to na ultra: kameralnie, szybko i konkretnie. Do odprawy miałem jeszcze sporo czasu, postanowiłem się przespać, a jak w warunkach ultra, kawałek podłogi, polar pod głowę i godzinna drzemka ;-) Około 01:00 odprawa, na której poinformowano nas o przebiegu trasy , sposobie znakowania jak i newralgicznych miejscach w których można było się pogubić. Samo oznaczenie na biegu było wręcz genialne, w nocy z odblaskami a dalej tak by widzieć taśmy w zasięgu wzroku! Wyobrażacie sobie tak oznaczyć trasę na długości ponad 160km? To właśnie fenomen GWiNT’a. Poinformowano nas też o 7 punktach kontrolno-odżywczych, na których musimy się zameldować jak też o 2 z pomiarem i limitem czasowym. W Wolsztynie na 55km gdzie był przepak musieliśmy być po 9godz.a w Jastrzębsku Starym po 13godz. Niespotykane wcześniej było też oznaczenie trasy. Do każdego punktu kontrolnego prowadziły taśmy w innym kolorze co niesamowicie pomagało w orientacji. 01:45 wsiedliśmy do autokarów, które nas zawiozły na start do Grodziska Wielkopolskiego, tu jeszcze przypomnienie najważniejszego z odprawy i stanęliśmy na starcie. 03:00 wyruszyliśmy … ciemno, do lasu, pod górkę, z górki, wąska ścieżka, oznakowania widać, lecimy grupą, mijają nas co jakiś czas quady z ratownikami, szybkie zbiegi, znów podbiegi, czas ucieka, kilometry też … nauczony na ultra kilometrów nie liczę, garmin sobie rejestruje trasę a ja sobie biegnę. W nocy było trochę zimno ale biegło się fajnie. Brzask, świt, czołówkę można było wyłączyć i zdjąć z głowy. Biegniemy, coraz mniejsze grupki, robi się ciepło, trasa? lasy, górki, ścieżki, przyjemnie ale ciężko. 8-9 rano robi się powoli gorąco, nie dziwi, od świtu widzieliśmy czyściutkie niebo, zero chmur, pewnie będzie coraz gorzej. Biegniemy dalej, odnotowujemy się na PK, kolory taśm się zmieniają, robi się gorąco … co zrobić, trzeba biec dalej. Po drodze na garminie widzę dystans maratonu, jeszcze 1 i 2/3 ;-) biegnę. Jest, upragniony 1 punkt pomiaru na 55km tu mam 2h zapasu. Na punkcie przepak, zmieniam skarpetki, wyrzucam z plecaka zbędne rzeczy, jem ciepły posiłek i wybiegam dalej, teoretycznie już z „górki” Zmiana koloru taśm ;-) łąki, lasy, i … znów niezliczone podbiegi i zbiegi. Bym zapomniał, to przecież leśne ścieżki, a na nich piach, dużo piachu, to przecież cross, trail, ultra ;-) Gorąco … biegnę, podbiegi idę, zbiegi biegnę, proste biegnę coraz większe wyczerpanie … kolejne punkty kontrolne, zmiany koloru taśm ;-) PK pomiarowy, kabanos, ser, izo, cola, cukier … 3h zapasu, już wiem że zmieszczę się w czasie, umysł pracuję już średnio (bo miałem jeszcze mnóstwo czasu) dowiedziałem się że jestem 23sci. Chwila! jak to? no to pozbierałem się i lecę dalej do następnego PK, cały czas sam, bardzo ciężko, od 80km wręcz morderczo, od tego km co 5km tak jak wisiały tabliczki postanowiłem psykać sobie selfi ;P a co „rozrywka musi” być. Coraz mniej biegnę a więcej idę, patrzę! tabliczka! a na niej 100km! pstyk i tel do domu „przebiegłem setkę” ! Wyczerpany już maksymalnie. Jeszcze 10km idę, truchtam, wszystko boli, pstyk 105 mija, mija mnie też 2 zawodników z niebieskimi numerami … jestem już 25ty, postanowiłem że nie dam się już wyprzedzić! tylko w tym stanie to raczej było marzenie ;-) dogania mnie kolega z którym wcześniej (40km wcześniej) się często mijaliśmy i prosi bym nie uciekał bo też nie ma już sił, umówiliśmy się że „biegniemy” razem a przed metą ja pierwszy wbiegnę. Tak wspólnie „dobiegliśmy” do Nowego Tomyśla. (fot:  Piotr Oleszak, 100m przed metą) META 110km, koniec, medal, ultramaraton ukończony, emocje opadają, wyczerpanie nie do zniesienia. Tu zakończe opis tego dnia, wróciłem do domu i od razu położyłem się spać. Rano? szczęśliwy! Zrobiłem To! Teraz czas na kolejne cele. Było czadowo. Czy polecam? tak, tak! Tylko trzeba się przygotować, solidnie! Trzeba też nauczyć się znosić … ultra.

wyniki
Waldemar Grabiński 14:09:17, open 25/79 m40 8/26 m25/68

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz