Ultramaraton Karkonoski

VIII PZU Maraton Karkonoski – dystans ultra. To kolejny bieg górski, na który zdecydował się Waldek. Nazwa ultra to trochę na wyrost ale jednak .. 46,7 km to ponad 5 km więcej i to w terenie górskim, co w czasie przeliczyć trzeba zupełnie inaczej. Karkonosze, znam je z dzieciństwa. Chyba każdy słyszał a pewnie i był na Śnieżce (1602m n.p.m.) – najwyższym szczycie w Karkonoszach a zarazem w całych Sudetach. Kiedyś też pojechałem w Karkonosze z rodziną i postanowiłem przejść je całe. Wróciłem jeszcze raz by przejść w jeden dzień od Śnieżki do Szrenicy – zajęło to cały dzień wędrówki (to zdanie przywołam). Do Szklarskiej Poręby przyjechałem, jak zawsze na takie dystanse, dzień wcześniej. Miałem jeszcze czas trochę powędrować. O 17stej odebrałem pakiet startowy i – jak rzadko bywa – jako jeden z pierwszych wpisałem „Run Rogoźno” na pamiątkową ściankę imprezy. Zaświtało mi też czy nie przetestować swoich możliwości i … zapisałem się na półmaraton, który odbędzie się dzień po ultra. 2 lipiec, szybkie śniadanie i na start. Strefa startowa robi wrażenie. Widać pod jaką „górkę” będziemy startować. Ciekawym rozwiązaniem jest meta – po zbiegu zawrotka o 180 stopni i 100m podbieg do małej bramy mety. Już się zastanawiałem czy będę miał siłę na końcu tam podbiec ;-). 8.30 – start. Już bardzo ciepło – słoneczko. Od razu podbieg nartostradą Puchatek do Schroniska pod Łabskim Szczytem i dalej do Śnieżnych Kotłów. Limit czasowy na tym podbiegu (6,5 km) to 1 godz. 20 min. Dalej już „przyjemniej” czerwonym szlakiem przez Przełęcz Karkonoską na … tak na Śnieżkę. Mozolne wdrapanie się na szczyt przy kibicowaniu wielu turystów. Tam kilka fotek i zbieg niebieskim szlakiem (punkt żywieniowy przy Domu Ślaskim). Wracamy … tą samą drogą. Słońce grzeje niemiłosiernie, ale jak to w górach, owiewa nas wiatr. Już tu biegliśmy, zbieg, podbieg, zbieg, podejście, zbieg … w oddali widać nadciągającą burzę. Myślałem, że zdążę uciec z grani. Niestety. Chwilę przed Śnieżnymi Kotłami, na 38 km dorwała nas burza. Bardzo mocny, mrożący wiatr i deszcz. Walczyłem. To były chwile grozy. Dosłownie mroziło mi ciało, a deszcz tak zacinał ,że musiałem ręce chować z bólu do tyłu … całe szczęście że niecałe 2 km i już zbiegałem z grani w dół. Karkołomny zbieg. Już mniej wieje, jeszcze resztki deszczu, ślisko! Jak lubię zbiegać, tak musiałem bardzo uważać, zwłaszcza że wyżej raz się już wywróciłem (całe szczęście bez konsekwencji). Przy Schronisku już nie pada, można pewniej stawiać kroki, przecież to 6,5 km zbieg ;-)! Tempo coraz szybsze, zawrotka, podbieg – o który miałem obawy (adrenalina działa) – i … meta. Medal, woda, arbuziki, pamiątkowe zdjęcia … i regeneracja w basenie z lodowatą woda. W strefie mety niczego nie brakuje. Organizacja na najwyższym poziomie. Sam bieg bardzo wymagający, przewyższenia +/- 2150 m, trudność w samym biegu, bo na szlakach masa kamieni, trudności w zbiegach ;-). Rekompensatą wszystkiego są przepiękne widoki. Te mieliśmy przez cały czas dzięki „wspaniałej” pogodzie, 100% widoczność do burzy, a ta była już praktycznie na końcówce. Podczas biegu spotkałem wielu znajomych, nawiązałem też nowe znajomości. Praktycznie cała drogę było z kim porozmawiać, kilometry uciekały. To właśnie zaleta takich biegów – brak anonimowości. Przypominając, że kiedyś pasmo turystycznie przechodziłem cały dzień, tym razem – biegowo – zrobiłem to w jedną i drugą stronę w 6,5 godz! ;-)
Na koniec wspomnę, że na tym biegu zakończyłem kwalifikacje do upragnionego Biegu Ultra Granią Tatr. „Nazbierałem” 5 punktów i teraz tylko czekam na zapisy i szczęście, bo niestety miejsca na bieg będą losowane.


wyniki
Waldemar Grabiński 06:18:27

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz