XI Bieg Katorżnika

kat1Bieg katorżnika jeden z najbardziej ekstremalnych i pożądanych biegów w Polsce. Świadczy o tym fakt, że na zapełnienie elektronicznej listy startowej wystarczyło niespełna 5 minut. Jak sama nazwa biegu wskazuje „lekko nie będzie”. Trasa to ok 10 km, jej przebieg jest wyznaczony kilka dni przed, i nie jest ujawniany. Wiedzie przez bagna, jeziora, rzeki, trzęsawiska, poldery, lasy, rowy melioracyjne, a do tego czas na trasie będzie nam „umilać” błoto, smród i stęchlizna, pijawki i inne robactwo. Czas pokonania tego dystansu jest zbliżony do wyników w maratonie, gdzie dystans jest czterokrotnie dłuższy. Organizatorzy ostrzegają nas, że: „Nie tylko pot i łzy, ale naprawdę dużo krwi, skręceń, zerwań i zasłabnięć jest nieodłącznym elementem tych zawodów.”

Mając w pamięci zeszłoroczny start w Katorżniku sądziłem, że na trasa mnie już nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. Matka Natura okazała się mniej łaskawa niż ostatnio, słupki rtęci wskazywały prawie 40 stopni. Temperatura dała we znaki, strasznie dręczyło mnie pragnienie pomimo przebywania w wodzie. Baa rzec by można, że będąc w wodzie trochę się schłodzę. Niestety wskakując do jeziora czułem się jakbym wchodził do jacuzzi. Nic przyjemnego w tej temperaturze. Kolejnymi przeszkodami z jakimi przyszło mi się zmierzyć były rzeki i rowy melioracyjne – przestroga dla nóg. Czekały w nich podwodne pułapki, typu zatopionych konarów, korzeni i gałęzi, przysparzając mnie o kilkanaście rozcięć i siniaków na piszczelach i kolanach. Bagna strasznie geste. Gdy się wlazło po kolana ciężko było wyciągnąć nogę. Wielu straciło tam buty. Wpadniecie po pas to już się robił problem. W tym przypadku była potrzebna pomoc współzawodników, co uważam za fajnym elementem tej zabawy. Zanikała rywalizacja a pojawiała się ludzka solidarność, wspierająca innych. Na około 10 km dobiegając a właściwie dopływając do słynnego pomostu na który trzeba się wspiąć a następnie zeskoczyć wiedziałem, że jestem już blisko mety i wtedy doskwierało mi największe zmęczenie. Piszczela nie dość ze obite to jeszcze bół w udach jakbym zrobił setki przysiadów. Nogi mega miękkie, zachowywały się jak „bambi na lodzie” ale biec trzeba dalej przez las. Niestety nie był to bieg ścieżkami leśnymi a przez krzaki, połamane drzewa, rowy, tunele i bagna. Przede mną zostało jeszcze parę sztucznych przeszkód jak przebieg przez jakiś ciemny budynek, mała wspinaczka, czołganie pod drutem kolczastym i pod mostkiem co sprawiło mi nie lada wyzwanie. Na koniec ostatni przeskok przez belkę i medal zawisł na szyi. Ale po takim wysiłku wydawał się jeszcze cięższy niż jest w rzeczywistości. Można powiedzieć, że jego słodki ciężar uwierał mi na karku ;) .

Zdecydowanie najtrudniejszy bieg, w którym brałem udział. 3 godziny morderczego wysiłku, walka z własnymi słabościami, z natura i piekielna temperaturą. Bieg bardzo wymagający pod względem fizycznym i psychicznym. Ukończony bez większych uszczerbków na zdrowiu, jedynie kilkanaście zadrapań, parę siniaków i obite piszczela. Medal jak zwykle świetny, 3 kilogramowy łańcuch z podkową. Na mecie czułem się zkatowany, upodlony i zmieszany z błotem (co raczej było celem tego biegu), a zarazem szczęśliwy z ukończenia biegu i ze zwycięstwa nad samym sobą. Prawdziwa bomba endorfin i euforia na mecie. Tutaj Katorżnik nie oszczędza nikogo. Poniżej kilka liczb związanych z biegiem:
1449 – nadanych numerów,
1360 – odebranych numerów,
1311 – osób wystartowało,
1262 – ukończyły Katorżnika,

do tego interwencje:
1 – reanimacja,
2 – podtopienia,
3 – rozległe rany cięte,
12 – osobom podano tlen,
14 – skręceń,
2 – pijawki,
3 – użądlenia osy,
setki zadrapań, otarć i stłuczeń.
3 tony podków, trofeum w Biegu Katorżnika 2015, zawisło na szyjach zawodników, którzy wystartowali w tegorocznej, 11. edycji imprezy.

Żaden start w zawodach tak nie ekscytuje i żadna meta tak nie cieszy jak tu w Lublińcu. Polecam wszystkim biegaczom z nutka szaleństwa do wzięcia udziału w tych zawodach. Niesamowita przygoda i odskocznia od szarego asfaltu. Za rok bez wątpienia tu wrócę. Przypominam, że zapisy już w styczniu.

A na deser zapraszam do obejrzenia filmu z biegu nagranego przez ekipę Mud Goats, z którą po raz kolejny wybrałem się na tą przygodę:

https://www.youtube.com/watch?v=8hIEQ01Prs0&feature=youtu.be

katkat 2

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz