XIII Bieg Rzeźnika

Bieg Rzeźnika to już kultowy bieg ultra po Bieszczadach.W zamierzeniu był to najtrudniejszy bieg w Polsce, jednak po 13 latach organizowane są trudniejsze. Ale to właśnie Bieg Rzeźnika został tym jedynym, kultowym na którym biegną prawie wszyscy ultrabiegacze, i marzeniem wielu zaczynających przygodę z ultra jest właśnie ten bieg. Świadczyć o tym mogą nagrane programy telewizyjne o biegu i sam system zapisów. Zapisy na bieg trwają dosłownie „chwile”. Pierwszeństwo maja biegacze którzy uczestniczyli w którymś z biegów organizowanych przez Fundację Biegu Rzeźnika, reszta zawodników jest losowana, a większość trafia na listę rezerwową z której można się załapać gdy ktoś wypadnie z listy startowej. Na bieg zapisały się 2 zespoły naszych klubowiczów: Waldek i Wojtek Grabińscy i Bartosz Brust z Marcinem Kapelą. Jako że wszyscy z nas pierwszy raz tam chcieliśmy wystartować, znaleźliśmy się (czego można było się spodziewać) na liście rezerwowej … Waldek z Wojtkiem około 300 pozycji, Bartek z Marcinem na pozycji 1100, praktycznie jedni i drudzy bez szans! A jednak ;-) jako że Waldek biegał już ultra zadzwonił do niego kolega Mateusz i zapytał, czy nie chce pobiec „Rzeźnika” bo jego partner ma kontuzję – odpowiedź błyskawiczna – TAK ;-) Po „chwili” wychwyciliśmy w sieci drugiego zawodnika Ivo którego partner odpadł, no i Wojtek też załapał się na listę startową ;-) No to wielka radość! 2 zespół nie miał takiego szczęścia … Bieg który mieliśmy tylko w marzeniach (bo do takiego biegu trzeba się solidnie przygotować) jest na wyciągniecie ręki. Dla Waldka to kolejny ultra, dla Wojtka to wielka zagadka. Wracając do biegu jego trasa prowadzi czerwonym szlakiem w Bieszczadach, będącym częścią Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Kazimierza Sosnowskiego, najdłuższego szlaku w polskich górach, bo liczącego aż 519 km. W tym  roku dokonano zmian –  na 45. km trasa skręca w nowy przebieg, omijając tym samym granice Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Tak, 12 edycji tego biegu miało stała trasę czerwonym szlakiem z Komańczy do Ustrzyk Górnych. 13 edycja (pechowa?) zmodyfikowana tak by zachować trudności biegu, została poprowadzona szlakiem granicznym. Trasa została też wydłużona z 77.7 na 82km a według opinii wielu biegaczy była trudniejsza od pierwotnej. Przybliżone przewyższenie trasy to +3750m podbiegów oraz -3530m zbiegów. Zmiana trasy była szeroko komentowana w sieci, jednak my nie będziemy się bawić w politykę i ten temat pomijamy … ;-) My biegniemy pierwszy raz więc dla nas nie ma to większego znaczenia, w przeciwieństwie do tych,  którzy pobijali na tej trasie swoje życiówki. To jedziemy, jedni autem, jedni pociągiem, spotykamy się w przeddzień biegu w Cisnej, już czuć atmosferę biegu! ;-) „Kwaterujemy się” na polu namiotowym … to jest to! Bieszczady, noce w namiocie ;-) Odbieramy pakiety, idziemy coś zjeść i na obowiązkową odprawę. Piękna słoneczna pogoda, setki biegaczy a na scenie? Wiewiórka na Drzewie! Ha! kiedyś w TV, później na YouTube a teraz na żywo ;-) To marka tego biegu, nieodłączny element, jest super. Powoli trzeba iść spać ;-) O 1 w nocy pobudka! Wstaliśmy, i ruszyliśmy do autokarów (niezłe wrażenie, ilość aut których zadaniem było wywieść naraz 1600 biegaczy) Na starcie było już tylu biegaczy, że powodzenia życzyliśmy sobie telefonicznie ;-) 3 rano, start! Ruszyliśmy na pierwszy odcinek ponad 32km do Cisnej, po drodze tylko 1 punkt kontrolny na przełęczy Żebrak. Oba zespoły różniły się i doświadczeniem i przyjętą strategią. Wojtek z Ivo postanowili korzystać z przepaków, Waldek i Mateusz zrezygnowali z przepaków na rzecz czasu. Na początku trasy był niezły tłok, co dość mocno utrudniało utrzymać swoje tempo za to widok z góry na 1600 czołówek jest bezcenny ;-) Waldek w Cisnej zameldował się po 4h 13min, po uzupełnieniu zapasów ruszyli dalej. Wojtek 5h 3min. Wojtka partner już w tym miejscu był nieźle wymęczony i na pierwszym przepaku stracili dużo czasu pozostawiając tylko 45min do limitu. Z Cisnej ruszyliśmy od razu na jeden z trudniejszych podbiegów (podejść) ponad trzykilometrowe mocne podejście pod Małe Jasło, chyba wszystkim dało nieźle w kość, Wojtka partner bardzo osłabł ale dalej walczyli. Ten odcinek wyniszczył sporo biegaczy, na kolejnym PK Waldek zameldował się w 7h 19min a Wojtek 9h 29min. Walczymy dalej. Waldek z Mateuszem spokojnie z wypracowaną rezerwa czasu, Wojtek z problemami, gdyż jego partner już nie był w stanie biec, a byli na skraju limitu. Zmuszeni zaistniałą sytuacją podjęli decyzję o rozdzieleniu się wbrew zasadom rywalizacji na tym biegu. Ostatni punkt kontrolny na 66km. Waldek dociera na niego w czasie 10h 20min i „niezwłocznie” biegnie dalej. Wojtek do punktu dobiega sam w 13h 21 min mając tylko 9min zapasu. Na punkcie wezwał pomoc dla pozostawionego na trasie kolegi  i dogadał się z organizatorami by po dobraniu innego zawodnika (który też został sam z powodu skrajnego wymęczenia  i kontuzji partnera) mógł kontynuować bieg. Biegniemy! to już ostatni odcinek, trochę ponad 16km … nie zapominając że to 16 w górach. META, upragniona meta! Waldek i Mateusz dotarli do niej w czasie 12:55:44, Wojtek z nowym parterem w czasie 15:50:36. – niecałe 10min przed końcem limitu czasowego. Choć czas nie powala, to jednak świadomość, że wydarł ten medal  i  udało mu się prawie ślizgiem wyskoczyć z grupy ponad 150 zdyskwalifikowanych biegaczy – bezcenna … Waldek zaliczył kolejny ultramartaon górski i jest zadowolony ze startu i czasu, Wojtek zaliczył swój debiut w biegach górskich i w dystansach ultra! Za rok na pewno postaramy się wystartować w Biegu Rzeźnika, dla widoków, dla prawdziwego zmęczenia i dla poprawienia czasów. Kultowy bieg za nami, było warto! Na sam koniec przebieg trasy: Czerwony szlak bieszczadzki z Komańczy (ok. 8 km „asfaltem”) – Duszatyn (ok. 480m n.p.m.), a dalej czerwonym szlakiem: Chryszczata (997) – przełęcz Żebrak (816) – Wołosań (1071) – m. Cisna (ok. 550) – Małe Jasło (1102) – Jasło (1153) – Okraglik (1101) – Fereczata (1102) – „droga Mirka” – i dalej według nowego przebiegu przez szczyty Paportna, Rabia Skała, Okrąglik, Przełęcz nad Roztokami, szczyt Czernin dalej przez Solinkę aż do mety w Żubraczem. Bieszczady! Najważniejsze, wielkie podziekowanie dla kibiców, tych wszystkich na trasie ale w szczególności: Hance, Ani, Ewelinie, Piotrkowi i Pawłowi, oni przyjechali z nami i do końca nas wspierali. To kolejne wspólne wsparcie RKB i gRUNwaldu!

wyniki
Waldemar Grabiński i Mateusz Nowakowski 12:55:44 (222/712)
Wojciech Grabiński i Ivo Vuco 15:50:36 (642/712)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz