XVII Toyota Półmaraton Wałbrzych

rel4Na taki wypad, mało turystycznie, Wojtek wybrał się w sam dzień zawodów. Wiązało się to z pobudką o 3.30 rano, wyjściem z domu chwilę po 4 i wyjazdem o 5. I już na samym początku podziękuje koledze Pawłowi za transport. 3,5h w przemiłym towarzystwie i już w Wałbrzychu. Na pierwszy rzut oka widać że impreza zorganizowana profesjonalnie. Odebranie pakietu to była minuta. Bardzo sprawnie i wesoło – a to się ceni. Pakiet nad wyraz bogaty: 0,7l wody, płyn do płukania ust to już wyróżnia pakiet chociaż nie on jest wyznacznikiem dobrego biegu. Ponieważ bieg startował o 11, Wojtek pozwolił sobie na pozwiedzanie okolic startu. Centrum Wałbrzycha okazało się być bardzo ładne. Może trochę wpływu na to miało też to, że od rano lekko siąpiło, unosiła się mgła i Wojtek wybrał się w jakieś uliczki na których nie było totalnie nikogo. W każdym bądź razie najedzony pięknym krajobrazem Wojtek zameldował się na starcie. Po dłuższej przerwie od biegów masowych (ostatni masowy bieg Wojtka to czerwcowy Wrocław Półmaraton) Wojtek zapomniał jak się ustawić :P Start poszedł sprawnie. Pierwsze kilometry szybkie – pogoda była naprawdę wyśmienita: siąpić przestało, zaczęło lać. Na podbiegu Wojtek też biegł naprawdę mocno. Niestety nogi nie pozwalały mu zbiegać w tym tempie więc do 15km zbiegi hamowały cały bieg. Trasa biegu składała się z trzech pętli po 7km. Zaczynało się w dół, ale na ok. 1,5km witał nas piękny bo mniej więcej półkilometrowy, dość stromy podbieg. Potem lecieliśmy w dół, no i dalej już mniejsze podbiegi i zbiegi. Płasko raczej nigdzie nie było. Trasa wiodła starówką Wałbrzycha – było cudownie jeśli chodzi o krajobraz, ale kostki też nie brakowało. Meta znajdowała się w okolicach Starego Rynku. Na 15 km Wojtek wreszcie nabrał swojego tempa i na metę wpadł po godzinie i niecałych 27minutach. Wpadł dosłownie, bo meta była dość dziwna. Otóż, nie było jej widać :) Wpadaliśmy i wszyscy nagle hamowaliśmy bo znikąd znajdywał się tłum ludzi i wolontariusze z medalami. Przy mecie znajdowała się scena gdzie dekorowano uczestników, natomiast strefa biegacza znajdowała się w okolicach startu czyli nrel3a starówce. Strefa biegacza idealna dla głodomorów: była kawa, ciepły makaron, chleb ze smalcem i ogórkiem no i placek. Po tym mokrym biegu ciepły posiłek był zbawieniem :) Krótko po godzinie 14.30 odbyło się losowanie. Nagrody były niczego sobie: auto, telewizor to te najcenniejsze. Tym razem Wojtek miał mniej szczęścia, ale nie wrócił z niczym bo na jego szyi wisiał ładny, zapracowany – choć nie w 100% – medal. Imprezę polecam i myślę że to nie był ostatni wyjazd do Wałbrzycha :)

 

Wojciech Grabiński 01:26:44

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz